Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Lata 70. - top płyt
neo01 Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 13 691
Dołączył: Dec 2009
Post: #61
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):myślę że jest odrobinę mniej szczera emocjonalnie
E tam, to już jakieś konceptualne wygibasy. Jak dla mnie jest bardzo szczera, tak jak właściwie wszystkie ich płyty do "Presence" - widać, że robili, co chcieli (mimo że czasem szli trochę na łatwiznę, kopiując niektóre motywy czy wręcz odświeżając w całości folkowe klasyki) - może właśnie dlatego nie do końca mi po drodze z niektórymi kierunkami, ale szczerość przekazu to jeden z wielu przymiotów, za które mógłbym ich wyróżnić.
kajman napisał(a):Dla mnie Schody są w nieszczęśliwym miejscu na płycie, bo po Battle mało co może zrobić na mnie wrażenie.
A to u mnie jest zupełnie inaczej - po delikatnym spadku formy (czy może raczej energii) jest to, co najlepsze - choć potem jest prawie równie dobrze Icon_smile
29.01.2026 05:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Dyfeomorfizm Offline
zwykły użytkownik
*****

Liczba postów: 1 149
Dołączył: Oct 2020
Post: #62
RE: Lata 70. - top płyt
15. King Crimson - Islands
1971

[Obrazek: p-yty70s-36-1.jpg]

King Crimson poznałem dzięki "Epitaph". Następnie obdarzyłem wieczną miłością "Starless", a "In the Court of the Crimson King" był swego czasu moim ulubionym albumem. Gdy zdecydowałem się zagłębić w mniej rozpoznawalne dzieła grupy, znalazłem wśród nich sporo świetnych utworów, ale tylko jedną wybitną płytę - "Islands". Zaczyna się jednym z najciekawszych instrumentalnie i najpiękniej posługujących się ciszą utworów, jakie znam. Następnie eksploruje zupełnie różne estetyki - od jazzu, przez czysty rock, aż po kameralne, anielsko-harmonijne ballady. "Islands" nie należy do płyt stawiających na przebojowość, ale swoje aranżacyjne i strukturalne ambicje doprowadza do czystej pełni. ♫ "Formentera Lady" ♫

14. Miles Davis - Bitches Brew
1970

[Obrazek: p-yty70s-37-1.jpg]

Już na "In a Silent Way" Miles sygnalizował zamiar stworzenia czegoś takiego jak "Bitches Brew" - monumentalnego awangardowego jazzu opartego na elektronice i jedynie luźno związanego z cool jazzowymi początkami trębacza z Alton. Natomiast chyba nikt nie sądził wówczas, że Miles ponownie stworzy nowy gatunek i doprowadzi go do perfekcji na przestrzeni jednego albumu. Wystarczy zresztą spojrzeć na okładkę, by poczuć wachlarz tematyczny płyty - lato, plaża, namiętność, szalone substancje i spoglądający na to wszystko potężny, mocno wkurzony koleś o pokerowej twarzy i sercu wojownika. Powiem wprost, że "Bitches Brew" pozostaje dla mnie czwartą lub piątą ulubioną płytą Milesa, lecz pozycja w tym zestawieniu jasno wskazuje, że świadczy to nie o "Bitches Brew", a o sile jej twórcy. ♫ "Miles Runes the Voodoo Down" ♫


13. David Bowie - Aladdin Sane
1973

[Obrazek: p-yty70s-38-1.jpg]

Na "Aladdin Sane" Bowie jest najbardziej konsekwentnie rockowy w całej swej karierze. Łatwo pokochać obłąkane brzmienie fortepianu w utworze tytułowym, trudno nie uzależnić się od refrenu "Panic in Detroit", a już zupełnie nie sposób nie zatracić się w emocjonalnie nokautującym "Time". Od początku do końca płyta oferuje nieco różne, ale perfekcyjnie dopełniające się składowe. Można zatem poświęcić wiele czasu na analizę muzyki tak doskonale brzmiącej na "Aladdin Sane", lecz mnie jeszcze bardziej urzeka aspekt tekstowy. Do czasu "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" Kanye nie było bowiem płyty, która zawierałaby tak genialne, spektakularne i niepodrabialne wersy jak choćby: "He looked a lot like Che Guevara", "She's uncertain if she likes him, but she knows she really loves him", "Time - he flexes like a whore" czy przede wszystkim moja ukochana fraza w dziejach muzyki: "Perhaps you're smiling now, smiling through the darkness, but all I had to give was guilt for dreaming". ♫ "Time" ♫


12. Marvin Gaye - What's Going On
1971

[Obrazek: p-yty70s-39-1.jpg]

Gdy w 1971 roku John Lennon stworzył "Imagine" - utwór dywagujący nad utopijnym światem rodem z akademickich kampusów - Marvin Gaye nagrał jego rewers. "What's Going On" również nawołuje do pokoju, zbudowania lepszego świata i ustania prześladowań, ale wyrasta z obserwacji żywej, brudnej i wyniszczającej codzienności. Piosenka ta stała się arcydziełem soulu, łącząc potężny, ślizgający się głos Gaye'a z nieziemsko piękną aranżacją. Pozostałe utwory na "What's Going On" wspinają się na bardzo podobny poziom. Muzycznie mało która płyta może pochwalić się tak soczystymi instrumentami, tak zachwycającymi w swej prostocie kompozycjami i tak charakterystycznymi niepopowymi refrenami. Gdy poznałem "What's Going On", od razu przywiązałem się do utworu tytułowego, a z czasem dołączały do niego kolejne piosenki. W efekcie Marvin Gaye okazał się muzykiem najbardziej odpornym na mój wewnętrzny kryzys soulu lat 70. ♫ "What's Going On" ♫


11. Nick Drake - Pink Moon
1972

[Obrazek: p-yty70s-40-1.jpg]

Czy mielibyśmy Elliotta Smitha i Sufjana Stevensa, gdyby nie Nick Drake? Oczywiście, że nie. "Pink Moon" to jedenaście krótkich i możliwie najprostszych piosenek opartych wyłącznie na rzewnym głosie Drake'a i posępnej gitarze, subtelnie wzbogacanych o pianino. Właściwie płyta składa się z jeszcze jednego elementu - recytowanych bez emocji słów. Drake maluje głosem obrazy łatwe do wyobrażenia i utożsamienia się - szczególnie w niebywale potężnym poetycko "Road" - i nie dopowiada wniosków, zmuszając słuchacza do przemyślenia życia i świata na nowo. Apatyczność głosu Drake'a łączy go poniekąd z Joy Division, wszak tu również echo piosenek okazuje się znacznie smutniejsze niż ich brzmienie. Od lat próbuję nie poddawać się emocjom "Pink Moon" zbyt często i bez okazji, ale ta muzyka żyje we mnie i jej ogień nigdy nie gaśnie. ♫ "Road" ♫
30.01.2026 02:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Dyfeomorfizm Offline
zwykły użytkownik
*****

Liczba postów: 1 149
Dołączył: Oct 2020
Post: #63
RE: Lata 70. - top płyt
10. Michael Jackson - Off the Wall
1979

[Obrazek: p-yty70s-41-1.jpg]

Być może napiszę coś kontrowersyjnego, ale uważam, że dylemat między "Off the Wall" a "Thriller" jest odwrotny niż się powszechnie twierdzi. Sądzę bowiem, że "Thriller" jest równiejszy i spójniejszy, ale "Off the Wall" ma lepsze piosenki - a przynajmniej więcej znakomitych piosenek. Cała strona A poszerzona o utwór tytułowy to arcydzieło disco, funku, soulu i R&B zarazem. Najodważniejszy instrumentalnie i kompozycyjnie jest "Don't Stop 'Til You Get Enough", ale energia Jacksona sprawia, że mam problem ze złapaniem tchu aż do "Girlfriend". Popkulturowo "Off the Wall" wciąż ma sporo do nadrobienia, ale wystarczy porównać go z dziecięcymi płytami Michaela Jacksona, by dostrzec skalę jego progresu. Dokonał się on na poziomie nie tylko wokalnym i rytmicznym, ale przede wszystkim koncepcyjnym. Jeżeli zatem szukać wydestylowanego ideału radiowej elegancji lat 70., to właśnie tutaj. ♫ "Off the Wall" ♫

09. The Beach Boys - Sunflower
1970

[Obrazek: p-yty70s-42-1.jpg]

Jeszcze kilka lat temu mógłbym powiedzieć, że Beach Boysi są dla mnie zespołem jednego albumu. Ceniłem wprawdzie kilka innych płyt, ale przepaść między nimi a "Pet Sounds" wydawała się zbyt wielka. Pewnego dnia obudziłem się i coś przestawiło mi się w głowie. "Sunflower" nie zawiera ani odrobiny rewolucyjnej doniosłości, ale jego wielkość wynika z unikalnego szacunku dla samych siebie. Beach Boysi nie próbują tu nic udowadniać i nie wychodzą poza swoje zwykłe patenty (czyli najpiękniejsze harmonie wokalne świata, cudowne melodie i zapadające w pamięć pogodne wersy). Każda piosenka jest za to w pełni dopracowana, dojrzała i gęsta. Ostatnio najwyżej cenię "Forever", które tak jak wiele highlightów z "Pet Sounds" rozpoczynają jedyne w swoim rodzaju, charakterystyczne dla Beach Boysów słowa: "If every word I say could make you laugh, I'd talk forever". "Sunflower" to triumf artystyczny i, co kluczowe, triumf odniesiony na własnych zasadach. ♫ "Forever" ♫


08. Caetano Veloso - Transa
1972

[Obrazek: p-yty70s-43-1.jpg]

Moja znajomość muzyki brazylijskiej jest raczej powierzchowna. Paradoksalnie spora w tym zasługa "Transy" - pierwszej brazylijskiej płyty, w której się naprawdę zatraciłem. Oszołomiony czystą melodyjnością, instrumentalnym minimalizmem, nierzadko skutkującym niepowtarzalnym brzmieniem i pięknem akcentu Caetana Veloso, zapragnąłem poznać kolejne albumy z krainy karnawału. Niestety nigdy nie znalazłem nic porównywalnie frapującego w całości. "Transa" jest bardzo przystępna dla ucha Europejczyka, bo rytmy samby nie przytłaczają, struktury są bardzo europejskie, a niektóre piosenki są śpiewane po angielsku. Egzotyka nie jest jednak wartością samą w sobie - Veloso wykorzystał ją tak, by umożliwić poczucie obcowania z czymś niecodziennym, ale jednocześnie z czymś, co naturalnie może stać się elementem codzienności. ♫ "It's a Long Way" ♫


07. Miles Davis - On the Corner
1972

[Obrazek: p-yty70s-44-1.jpg]

"Bitches Brew" to płyta zachwycająca intelektualnie swoją mityczną monumentalnością. "On the Corner" korzysta z podobnej palety jazzowych barw, ale ukierunkowuje je na stworzenie nieuchwytnej, miejskiej symfonii. Miles portretuje uliczne szaleństwo, pełne brudu, chaosu i paranoi. Ani na sekundę nie oferuje ukojenia - frustracja i napięcie ciągle narastają. Jedyne, na co słuchacz może liczyć, to skazana na porażkę próba połączenia faktów i uchwycenia tętna miasta. To poczucie sugerowanego w tytule zepchnięcia na zupełny margines jest jednak czymś wartościowym - dobrze czuć, że nasze męki nie tylko nie są unikalne, ale w dodatku mogą stać się tworzywem dla dzieła tak podniosłego. Muzycznie Miles stoi tu bardzo blisko z wolna kiełkującego hip hopu. Być może także z tego powodu czuję się od dawna mocno związany z "On the Corner". Nie mogę z czystym sumieniem polecić nikomu tej płyty, ale - jakby to powiedział mędrzec - jest to ziarno, które wielokrotnie zasiewane prędzej czy później wyda plon stokrotny. ♫ "On the Corner" ♫


06. The Clash - London Calling
1979

[Obrazek: p-yty70s-45-1.jpg]

Chciałem napisać, że "London Calling" otworzył mnie na punk, ale choć byłaby to prawda i tylko prawda, nie byłaby to cała prawda. The Clash poruszają się tu bowiem w obrębie co najmniej kilkunastu gatunków, by wspomnieć tylko reggae, czystej maści pop i siarczysty rock. Co więcej, odstępstwa od punkowej estetyki wychodzą im najlepiej. Częstym zarzutem wobec "London Calling" jest to, że można by go przyciąć o kilka piosenek. Owszem, można, ale nie warto. Ilekroć bowiem wracam do najmniej spektakularnej strony C (chyba nikt nie sugerowałby wycinania utworów z perfekcyjnych stron A, B i D), śpiewam obecne tam piosenki z pamięci, a bynajmniej się ich nie uczyłem ani nie słuchałem w niealbumowym kontekście. Świadczy to najlepiej o chwytliwości płyty - chwytliwości, która jest przecież dopiero trzecią czy czwartą największą jej cnotą. W gruncie rzeczy zbędne wydaje się tłumaczenie przyczyn wielkości "London Calling". Pomijając wszystko inne, jest on dosłownym zwieńczeniem lat 70. - ukazał się bowiem 17 dni przed ich końcem. Jest też zwieńczeniem symbolicznym, wskazując, jak długą drogę przebyła w międzyczasie muzyka rockowa - od Black Sabbath, przez Bowiego, na The Clash skończywszy. Jedyne, co się nie zmieniło, to że w każdej z tych odsłon brzmiała tak samo potężnie. ♫ "Guns of Brixton" ♫
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj 12:37 PM przez Dyfeomorfizm.)
03.02.2026 08:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
AKT! Offline
jegomość
*****

Liczba postów: 25 877
Dołączył: May 2008
Post: #64
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):Czy mielibyśmy Elliotta Smitha i Sufjana Stevensa, gdyby nie Nick Drake?
zgadzam się oczywiście; wiem też, że "pink moon" to najbardziej kultowa płyta drake'a i jest naprawdę dobra, ale jakoś nie udało mi się w niej nigdy zakochać; zdecydowanie bliżej mi do debiutu

crimsoni mnie nigdy nie brali w tym wydaniu, skoro wspomniałeś o "starless" to jest szansa, że "red" będzie w top 5

bowie, gaye, veloso i beach boysi <3333 (nie chcę się powtarzać już)

jeszcze co do beach boysów -- "forever" to kompozycja dennisa i w pewnym sensie poza harmoniami ofkors jego quasisolowy numer; "pacific ocean blue" niejako przedłuża tę poetykę

miles nigdy nie był moim ulubieńcem w świecie jazzu; teraz, gdy jestem już trochę bardziej świadomy i wiem, co lubię, mogę napisać, że najbardziej leżą mi jego cooljazzowe początki, a rzeczy z jego dyskografii, które mają cokolwiek wspólnego z fusion, chociaż są super solidne, są totalnie poza orbitą moich zainteresowań -- natomiast zawszę miałem słabość do okładki "bitches brew"

Dyfeomorfizm napisał(a):Być może napiszę coś kontrowersyjnego, ale uważam, że dylemat między "Off the Wall" a "Thriller" jest odwrotny niż się powszechnie twierdzi. Sądzę bowiem, że "Thriller" jest równiejszy i spójniejszy, ale "Off the Wall" ma lepsze piosenki
to ja będę w mainstreamie, bo myślę, że "off the wall" jest spójniejsze; to zresztą chyba mój ulubiony mj płytowo -- tylko lata 70. są dużo mocniejsze od 80. i stąd jakoś nie myślałem o nim na serio, ale może coś tam poprzestawiam i dam go symbolicznie na zamknięcie pięćdziesiątki w głosach, jak zrobiłem z "thrillerem" Icon_wink

clash bardzo spoko; na papierze ten album nie powinien mi siąść, a tymczasem zawsze gdy sobie włączę, to robi robotę <3

— ——————
—— ——— ——————
————— ———————
————
— ————— — ——
———
03.02.2026 09:13 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
kajman Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 48 934
Dołączył: Jun 2007
Post: #65
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):Zaczyna się jednym z najciekawszych instrumentalnie i najpiękniej posługujących się ciszą utworów, jakie znam.
Pięknie napisane. Szczególnie intro to rewelacja.
03.02.2026 10:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
neo01 Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 13 691
Dołączył: Dec 2009
Post: #66
RE: Lata 70. - top płyt
Chyba nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jak napiszę, że u mnie z ostatniej dziesiątki zapunktowali tylko Clashe.
Davidowi trochę zabrakło, a Marvin ma świetne momenty, jednak całościowo mnie nie przekonał (że zacytuję klasyka Icon_wink) - ale oczywiście rozumiem, że dla kogoś, komu bliższa jest muzyka soulowa ten album będzie bardzo ważny.
03.02.2026 10:45 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Miszon Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 15 003
Dołączył: Aug 2008
Post: #67
RE: Lata 70. - top płyt
Heh, to ciekawe jak inaczej można odbierać muzykę, bo te dwa pierwsze numery z "Islands" to jedne z najgorszych kawałków od King Crimson, jakie znam. Przez to ta płyta okupowała u mnie zawsze półkę i ze wszystkich krążków zespołu, jakie mam, tej słuchałem najmniej razy (pewnie mniej niż 10).

[Obrazek: jswidget.php?username=Miszon&amp;num...gewidget=1]
03.02.2026 10:47 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
deFranco Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 1 217
Dołączył: Apr 2024
Post: #68
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):09. The Beach Boys - Sunflower
Zbieg okoliczności. Dzisiaj odebrałem paczkę z porcją kompaktów. W tym kilka płyt Beach Boysów, w wśród nich:

[Obrazek: IMG-3995.jpg]
03.02.2026 11:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Dyfeomorfizm Offline
zwykły użytkownik
*****

Liczba postów: 1 149
Dołączył: Oct 2020
Post: #69
RE: Lata 70. - top płyt
(03.02.2026 09:13 PM)AKT! napisał(a):  skoro wspomniałeś o "starless" to jest szansa, że "red" będzie w top 5
zdradzę że "red" nie będzie - "starless" to najsilniejszy pomost łączący mnie z TWC trójki (choć w sumie ten utwór rzadko gościł w top 100) i progową estetyką, z którą generalnie mam obecnie mało wspólnego, ale reszta płyty (oprócz "fallen angel") nie jest w moim odczuciu aż tak dobra

(03.02.2026 09:13 PM)AKT! napisał(a):  teraz, gdy jestem już trochę bardziej świadomy i wiem, co lubię, mogę napisać, że najbardziej leżą mi jego cooljazzowe początki
zasadniczo też najbardziej lubię jego 50sowe rzeczy, natomiast 70sowe są potężne

(03.02.2026 10:45 PM)neo01 napisał(a):  Marvin ma świetne momenty, jednak całościowo mnie nie przekonał
to płyta która staje się bardziej przyjazna wprost proporcjonalnie do ilości odsłuchów; Rolling Stone wybrali ją płytą wszech czasów - pewnie lekko przesadzili, ale jednak sugeruje to, że musi coś w niej być

(03.02.2026 10:47 PM)Miszon napisał(a):  Heh, to ciekawe jak inaczej można odbierać muzykę, bo te dwa pierwsze numery z "Islands" to jedne z najgorszych kawałków od King Crimson, jakie znam
próbowałem przesłuchać możliwie najbardziej krytycznie "formentera lady", ale wciąż nie zdołałem rozwikłać co może w tym utworze odpychać; rozumiem że ktoś może nie lubić długich i relatywnie nieefektownych utworów, ale King Crimson mieli takich sporo, wiec FL się jakoś szczególnie nie wyróżnia

(03.02.2026 11:21 PM)deFranco napisał(a):  
Dyfeomorfizm napisał(a):09. The Beach Boys - Sunflower
W tym kilka płyt Beach Boysów, w wśród nich:
mam nadzieję że dobrze się przysłuży


top 5 postaram się wrzucić w weekend - kolejność przygotowałem jeszcze w zeszłym roku, ale tak naprawdę te pięć płyt + the clash mogłyby w zależności od dnia wymieniać się pierwszym miejscem; a są to albumy mimo wszystko na tyle różne i na tyle długo będące w mojej orbicie, że nie mam sensownych kryteriów ich uszeregowania
05.02.2026 08:57 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
neo01 Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 13 691
Dołączył: Dec 2009
Post: #70
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):Rolling Stone wybrali ją płytą wszech czasów - pewnie lekko przesadzili, ale jednak sugeruje to, że musi coś w niej być
Tak, wiem o tym. Niezłe to było zaskoczenie - myślę, że trochę tez z powodów pozamuzycznych, że to był taki przełom, prawdziwy kamień milowy soulu, a przy tym tekstowo tak zaangażowany społecznie.
I zdecydowanie coś w tej płycie jest, no ale może jeszcze nie dojrzałem do tej muzyki na tyle, żeby ją należycie docenić.

Ciekawe, co będzie w top 5. Na pewno Floydzi, tylko którzy (są pewnie 3 możliwości, ale jedna wydaje się zbyt mainstreamowa, a będzie pewnie niestety ta zdecydowanie mniej mi odpowiadająca, ta najbardziej "alternatywna").
Na pewno fajnie byłoby zobaczyć jeszcze Bowiego (wiadomo którego).
"Red" wiedziałem, że nie będzie, pisaliśmy o tym w moim wątku.
A czy to będzie w całości zagraniczna piątka...?
05.02.2026 09:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
AKT! Offline
jegomość
*****

Liczba postów: 25 877
Dołączył: May 2008
Post: #71
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):zdradzę że "red" nie będzie
alleluja Icon_wink

Dyfeomorfizm napisał(a):Rolling Stone wybrali ją płytą wszech czasów - pewnie lekko przesadzili, ale jednak sugeruje to, że musi coś w niej być
kontekst chyba nie tylko się nie przedawnił, co stał się bardziej adekwatny; no i to jest perełka aranżacyjnie, cała płyta; najlepszy progsoul out there

— ——————
—— ——— ——————
————— ———————
————
— ————— — ——
———
06.02.2026 12:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Dyfeomorfizm Offline
zwykły użytkownik
*****

Liczba postów: 1 149
Dołączył: Oct 2020
Post: #72
RE: Lata 70. - top płyt
05. Herbie Hancock - Head Hunters
1973

[Obrazek: p-yty70s-46-1.jpg]

W latach 70. dominował eksperymentalny fusion jazz, a Herbie Hancock był jednym z jego proroków, co objawiło się przede wszystkim na niebywale intensywnym "Sextant". Tuż po tamtej płycie Hancock nagrał "Head Hunters" - album przemierzający zupełnie inne rejony muzyki. Wpływy Milesa Davisa i echa eksperymentalnych prac wciąż tu pobrzmiewają, ale główną rolę odgrywa funk. Słuchając takich utworów jak "Sly" czy "Chameleon" trudno nie zadać sobie pytania, czy Funkadelic, Sly Stone lub Prince kiedykolwiek stworzyli aż tak ekscytujące serie groove'ów. Na "Head Hunters" rewelacyjnie brzmi pianino, nieustannie czaruje saksofon, lecz najwspanialej i najbardziej spektakularnie wypada bas - raczej rzadka sytuacja w jazzowym uniwersum. Początkowo postrzegałem "Head Hunters" jako wizjonerski regres względem "Sextant". Szybko zrozumiałem jednak, że choć zwariowane dźwięki czasami się przydają, na dłużej zostają ze mną płyty, które eksperymenty i artystyczne prowokacje wykorzystują jak kolejny instrument, mający na celu uwypuklić potęgę brzmienia. ♫ "Sly" ♫

04. Joni Mitchell - Blue
1971

[Obrazek: p-yty70s-47-1.jpg]

Poznałem "Blue" pewnej wyjątkowo trudnej dla mnie zimy. Mojej duszy daleko było wówczas do stanu pełnej równowagi. Joni Mitchell wprawdzie nie zdołała mnie magicznie uzdrowić, ale czułem, że jeśli ktokolwiek może to zrobić, to jest to ona. W kolejnych latach, a właściwie - w kolejnych zimach - "Blue" stało się nieodłącznym elementem mojego życia. Gdyby próbować rozebrać ten album na czynniki pierwsze, otrzymujemy liryczny folk z bliskimi perfekcji aranżacjami i anielskim, ślizgającym się z łatwością po dźwiękach wokalem. Są tu wpływy Appalachów, są odniesienia do przechodzącej egzystencjalny kryzys kontrkultury, są wreszcie jedne z najpiękniejszych piosenek lat 70. Choć jednak uwielbiam "A Case of You", "Californię" czy "River", wolę myśleć o "Blue" jako całości, której nie godzi się analizować mędrca szkiełkiem i okiem. Za probierz jej doskonałości i doniosłości wystarczy mi bowiem fakt, że gdy poznaję nowe płyty z obrębu folku albo szerzej - płyty z obrębu singer/songwriter - najwyższy akt uznania wobec nich stanowi konstatacja, że mają w sobie coś z Joni Mitchell. ♫ "A Case of You" ♫


03. The Stooges - Fun House
1970

[Obrazek: p-yty70s-48-1.jpg]

Gdy w trakcie pandemii zabrałem się po Bożemu za "Fun House", niemal od razu poczułem, że będzie jedną z moich ulubionych płyt. Co jednak u mnie rzadkie, wpływ na ocenę miały czynniki nie emocjonalne bądź kontekstualne, a chłodna ocena jakości. The Stooges brzmią tu bowiem jak gdyby zapomnieli o istnieniu masowego odbiorcy i z czystej potrzeby stworzyli bezkompromisowy, garażowy jazgot. Nie chodzi jednak tylko o to, że wyostrzyli brzmienie instrumentów, a wokal Iggy'ego Popa trąci elementami orgiastycznego proto-growlu. Fundamentalną cechą "Fun House" jest brak choćby chwili wytchnienia - najspokojniejszy jest otwierający album, szalony "Down on the Street", a po nim każdy kolejny utwór przyspiesza, staje się agresywniejszy, bardziej jazzowy i przeszywający. Kulminacją jest "1970" - jedna z moich ulubionych rockowych piosenek, z najintensywniejszą końcówką, jaką potrafię sobie wyobrazić. Na płycie nie brakuje również zadziwiających chwil, jak te, gdy The Stooges transponują na kanwę brudnego jazgotu muzykę Coltrane'a. Dużo można pisać o "Fun House", ale to jeden z tych krążków, który na każdego zadziała równie dosadnie i miażdżąco - pozostaje zatem wyłącznie kwestia, czy lubi się przytłaczające brzmienie i obcowanie z żywą namiastką piekła. Ja czasami lubię. ♫ "1970" ♫


02. David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and The Spiders From Mars
1972

[Obrazek: p-yty70s-49-1.jpg]

Do Ziggy'ego Stardusta łatwo dorobić ideologię i skupić się na zaprezentowanej na płycie historii bohatera będącego Gwiazdorem dosłownie i w przenośni. Po latach wracania do tej płyty uznałem jednak, że jej koncepcja - jakkolwiek intrygująca i klimatyczna - interesuje mnie najmniej. David Bowie był wybitnym artystą, autorem doskonałych płyt, wizjonerem i żyjącym pełnią życia człowiekiem potrafiącym przelać swoje dobre i złe doświadczenia na muzykę. Choć na każdym jego albumie znaleźć można perełki, a niektóre z nich są arcydziełami ("Aladdin Sane"), nic nie może się równać serii bangerów, jaka następuje na Ziggym. Na jedenaście obecnych tu piosenek, każda jest całkowicie inna, ale doskonale pasująca do reszty. Co więcej, osiem z nich to utwory z szerokiego kręgu mojego topu wszech czasów - chyba żaden album nie może się z tym równać. "The Rise and Fall (...)" to muzyczny odpowiednik "Pulp Fiction". Oba są perfekcyjne warsztatowo, ale ich esencję stanowi celebracja sztuki jako takiej, rozkoszowanie się charyzmą i osobowością autora oraz poczucie zupełnej unikalności dzieła. ♫ "Moonage Daydream" ♫


01. Pink Floyd - Animals
1977

[Obrazek: p-yty70s-50-1.jpg]

W okresie licealnym codziennie pokonywałem zatłoczonym autobusem trasę wiodącą przez jedno z szarych, post-industrialnych miast Śląska Cieszyńskiego. Zapewne żaden inny etap życia nie jest tak wykańczający emocjonalnie, a zarazem fantastyczny i godzien opiewania aż do swych ostatnich dni, jak końcówka lat nastoletnich. Z tego też powodu owe autobusowe podróże, podczas których nieprzyzwoicie często słuchałem "Animals", postrzegam dziś jako coś niebywale wzniosłego. Nie muszę chyba tłumaczyć, że skoro "Animals" stanowi swoistą ścieżkę dźwiękową dla tych chwil, zakorzenił się we mnie w sposób uniemożliwiający racjonalną analizę. Choć absolutnie nie potrzebuję przeprowadzać jego wiwisekcji, nie zaszkodzi wymienić kilku najwspanialszych elementów. Są nimi przede wszystkim monumentalne kompozycje pełne żarliwych politycznie tekstów zupełnie wolnych od naiwności charakteryzującej zwykle protest songi. Na "Animals" czuć gniew, ale też świadomość własnej siły. Po drugie, gęste tło tej płyty, zdominowane przez odgłosy zwierząt, tworzą niepodrabialny małomiasteczkowy klimat. Po trzecie, zdarzają się tu momenty instrumentalnego Absolutu - przede wszystkim w "Dogs". "Animals" kryje w sobie jazzowego ducha i, choć używa środków z zakresu hard rocka i psychodelii, nigdy nie przestaje być rozbudowanym muzycznym strumieniem świadomości. ♫ "Dogs" ♫
Wczoraj 12:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
kajman Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 48 934
Dołączył: Jun 2007
Post: #73
RE: Lata 70. - top płyt
Dyfeomorfizm napisał(a):01. Pink Floyd - Animals
Miła niespodzianka dlatego, że jest to ta właśnie płyta Floydów, a nie tak, której się obawiałem.

HH kiedyś bardzo lubiłem, teraz wydaje mi się zbyt elektroniczna.
Wczoraj 01:07 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  1990s - top 50 płyt Dyfeomorfizm 69 13 471 29.09.2023 02:16 PM
Ostatni post: Dyfeomorfizm
  Lata 70. - 100 moich ulubionych piosenek Dyfeomorfizm 78 5 736 13.09.2023 07:10 PM
Ostatni post: kajman
  Lata 60. - 100 moich ulubionych piosenek Dyfeomorfizm 104 7 449 12.03.2023 12:09 AM
Ostatni post: mateusz91

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości