Co do meczu w Świdniku, to dogrywka była karą za minimalizm i chęć dowiezienia wyniku jak najmniejszym nakładem sił
Z jednej strony byłem wkurzony, z drugiej - ucieszyłem się widząc tę radość Avii, należał im się ten moment (nie z przebiegu meczu, ale ogólnie).
O Rochy nie chcę za dużo pisać. Nie wiem po co go ściągano z powrotem, teraz całym sobie manifestuje, jak bardzo nie chce tu być. Najlepszym komentarzem jest to, że w końcówce meczu w Poznaniu przed nim do wejścia był młodziutki Szwed, dla którego tył to debiut.
Tak - takie mecze jak ten w Świdniku są solą futbolu.
Nawiązując do komentarza Garego - nie wiem czy na tym etapie mecze powinny być grane w weekend, ale na pewno dałoby się to zrobić w sierpniu. Nie wiem jak dokładnie wyglądają rozgrywki w Niemczech czy we Francji ale mam wrażenie, że tam takie historie dzieją się częściej.
Ja poszedłbym jeszcze dalej - w sierpniu nie trzeba by na to przeznaczać weekendowego terminu, można by zrobić tydzień lub dwa z Pucharem Polski. Na luzie można by grać w tygodniu, mecze nawet o 18.00 z zapasem na dogrywkę i karne, nie trzeba by się urywać z pracy czy szkoły.
1/64? Dlaczego nie? Mamy 54 drużyny na poziomie centralnym, do tego dorzucić najlepsze z IIi lig i mamy jedną połowę drabinki. Po drugiej najlepsi z IV ligi, zwycięzcy okręgowych Pucharów Polski. Mielibyśmy wtedy 64 takich świąt. Może nawet bez losowania, skojarzyć pary według geograficznego klucza, co jeszcze by podsyciło emocje.
Poniosła mnie fantazja, ale takie mecze są prawdziwym świętem i czymś, co zostaje na lata, często zdarza się tylko raz w życiu. Przy okazji jest pretekst, by wywrzeć presję na władzach samorządowych, by wyremontować boisko czy szatnię "żeby nie było wstydu", jak ktoś wielki przyjedzie. Przyjedzie i odjedzie, a to zostanie.
W innej skali - sam jakiś czas temu przypadkowo spotkałem starego druha, i gdy zeszło na wspominki to między innymi gadaliśmy o tym, jak przyjechał do nas III-ligowy RKS Radomsko. Przed przerwą złapaliśmy kontakt na 1:2 i przez tych 15 minut w szatni naprawdę była wiara, że to jeszcze da się odwrócić, że nie są tacy straszni. Skończyło się 1:6 bo inaczej nie mogło, ale tych wspomnień nie zabierze nikt.
Tak, jak w podwłoszczowskiej Bukowej do dziś wspominany jest przyjazd Legii w połowie lat 90-tych. Tak jak w Jadownikach do dziś wspomina się mecz z wielkim Widzewem, o czym powstał świetny dokument.
---
Jeszcze słówko w innym temacie.
bear napisał(a):nie chcecie wiedzieć, jaką odprawę dostanie pan w czapeczce - Widzew nie ustaje w biciu rekordów
Odprawy nie będzie, pan w czapeczce nie zgodził się na rozwiązanie umowy i formalnie został odsunięty od prowadzenia drużyny, więc co miesiąc będzie pobierał pensje do końca kontraktu. Księgowa pewnie nawet tego nie odczuje.
Dziś Widzew chwali się, że Vuko nie jest strażakiem, że podpisał dłuższą umową i wiążą z nim dalekosiężne plany.
Tak, na pewno jest jakiś poważny i szanujący się trener, który podpisał by tam kontrakt na chwilę widząc, jak dojną krową jest dziś ten klub.
I "z tego co słyszę", oni ponoć naprawdę poszli teraz po Siemieńca

Pozazdrościć fantazji.
Wiadomo, że jest jeden trener, który niedawno zamienił walkę o mistrzostwo na walkę o utrzymanie, ale to nie znaczy, że wszyscy będą się zachowywać nieracjonalnie.