Jedźmy dalej, co tam do Top50 na pewno nie weszło:
Miles Davies - Bitches Brew [1970]
![[Obrazek: 250px-Bitches_brew.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/7/72/Bitches_brew.jpg/250px-Bitches_brew.jpg)
Będą tu płyty, które znałem słabo i myślałem sobie o nich: fajne, dobre. Ale nic więcej. Będą takie, których nie znałem i okazało się, że BARDZO mi się podobają. Będą też takie, które kiedyś lubiłem i ceniłem, ale wygląda na to, że ich czas u mnie już minął.
To jednak z nich. Niestety, to obecnie już chyba zbyt awangardowy jazz jak dla mnie, ciężko mi się słuchało, nie wiem może już nie mam cierpliwości to wgłębiania się w taką muzykę, czas za szybko leci?

Ale okładka nadal wspaniała

. Obiecuje wspaniałą muzyczną podróż, którą być może ta płyta nadal jest. Ale ja już nie wsiadam w ten pociąg.
Black Sabbath - Master of Reality [1971]
![[Obrazek: 250px-Black_Sabbath_Master_of_Reality_album_cover.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/2/21/Black_Sabbath_Master_of_Reality_album_cover.jpg/250px-Black_Sabbath_Master_of_Reality_album_cover.jpg)
W cieniu innych albumów, dobry ale słabszy, taki trochę nijaki. Najbardziej chyba zapadają w pamięć dwie instrumentalne miniaturki. Nawet "Children of the Grave" plus "Solitude" nie pomogły. Są jak cała płyta: dobre, ale bez większego błysku.
Deep Purple - Burn [1974]
![[Obrazek: 250px-Deep_Purple_-_Burn.jpeg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/3/3d/Deep_Purple_-_Burn.jpeg/250px-Deep_Purple_-_Burn.jpeg)
Jest troszkę lepiej na poprzedniej płycie, gdzie mocno było czuć wypalenie (przede wszystkim, jak czytam, niekończącymi się tournee) - jest tu lekki oddech. Ale nowe twarze chyba nie dają tyle jakości, co poprzedni, klasyczny skład.
Procol Harum - Grand Hotel [1973]
![[Obrazek: Procol_Harum_Grand.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/3/35/Procol_Harum_Grand.jpg)
Dobre, ładne, chciałbym dać wyżej, ale jak tylko próbuję to spoglądam na rzeczy, które są wyżej i nijak nie da się tam wcisnąć. Czyli wygląda na to, że jest to właściwe miejsce. Czyli poza Top50.
Lynyrd Skynyrd - (Pronounced 'Lĕh-'nérd 'Skin-'nérd) [1973]
![[Obrazek: 250px-Lynyrdskynyrd.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/b/b0/Lynyrdskynyrd.jpg/250px-Lynyrdskynyrd.jpg)
Kurcze, jakoś lepiej wspominałem. Nie bardzo mogę się do czegoś przyczepić (no dobra - bezpieczne, zachowawcze granie), nadal dość dobrze się słucha, są świetne momenty, ale całościowo jakoś nie ma tutaj nic więcej poza "dobrym klasycznym rockiem". To za mało.
Christopher Cross - Christopher Cross [1979]
![[Obrazek: Christopher_cross.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/4/47/Christopher_cross.jpg)
A tu już w ogóle nie rozumiem zachwytów i tego worka nagród, jakie spadły na tę płytę. Ładny poprock (może jakoś inaczej bym to nazwał), ale ma to samo co Fleetwood Mac - przemiło się słucha, nic nie zostaje w głowie (ich płyty w ogóle tu nie będzie, z rok i dwa lata temu próbowałem się do ich największego hitu przekonać i zupełnie nic w nim nie słyszę). Mimo wszystko wrzucam tutaj - może komuś jednak przypadnie do gustu. U mnie wyżej niż Niemen i Budka w każdym razie

.
Jethro Tull - Songs from the Wood [1977]
![[Obrazek: Jethro_Tull_Songs_from_the_Wood.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/1/14/Jethro_Tull_Songs_from_the_Wood.jpg)
O ile pozostałym, za wyjątkiem Living in the Past (które ze względu na częściowo składankowy charakter nie mogłem uwzlędnić), przesłuchiwanym płytom zespołu mówię stanowczę: NIE, to tutaj słuchało się całkiem dobrze, może bez wielkich wzruszeń, ale jest to ciekawe, nie tak męczące granie, sporo klimatu folkowego, jakieś średniowieczno-wiejskie reminiscencje. Były u nich co prawda zawsze, ale średnio mi pasowały do hard rockowego stylu, a tym bardziej do progresywnego hardrocka, który był dla mnie najmniej strawnym ich obliczem. Tutaj chętnie wrócę jeśli będzie nastrój.
Free - Fire and Water [1970]
![[Obrazek: 250px-Fireandwater_albumcover.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/c/c6/Fireandwater_albumcover.jpg/250px-Fireandwater_albumcover.jpg)
Mógłbym napisać to samo, co o płycie Lynyrd Skynyrd. Może jedynie tyle dodać, że tutaj chociaż muzyka jest jeszcze mniej odkrywcza, to słucha się lepiej. Porządny, klasyczny rock.
Led Zeppelin - III [1970]
![[Obrazek: 250px-Led_Zeppelin_-_Led_Zeppelin_III.png]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/5/5f/Led_Zeppelin_-_Led_Zeppelin_III.png/250px-Led_Zeppelin_-_Led_Zeppelin_III.png)
Casus Milesa Daviesa, ale nie straciła aż tyle, abym w ogóle ją odrzucał. Mimo to jednak - bardzo duży spadek w przyjemności słuchania w porównaniu z tym, jak słuchałem 10-15 lat temu. Kiedyś mnie te akustyczne brzmienia fajnie równoważyły hardrockowo-bluesową resztę, teraz nudziły albo irytowały. Może nadejdzie lepszy czas tej płyty, ale na ten moment to nie chce mi się wracać do niej. Chociaż nadal "Since I've Been Loving You" jest moim nr 1 zespołu, a kto wie czy "Immigrant Song" nie jest numerem 2.
Pink Floyd - Atom Heart Mother [1970]
![[Obrazek: 250px-AtomHeartMotherCover.jpeg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/2/2e/AtomHeartMotherCover.jpeg/250px-AtomHeartMotherCover.jpeg)
Jak wyżej: ogromny spadek, kiedy kto wie czy nie otaczałem największym kultem/podziwem po wiadomo jakiej płycie. Jednak z roku na rok coraz gorzej mi się tego słucha (bo akurat raz na rok-dwa na pewno wracałem do tego krążka i słyszałem że tak powiem na bieżaco jego stopniowy "upadek" w moich uszach). Pewnie nadal podziwiam tytułowy numer, ale krążek wygląda na to, że zostawiłem za sobą.