(słowo w czasie kolejki, czasem mnie najdzie)
Raków Częstochowa - Motor Lublin 2:1.
Pierwsza randka to zawsze jest pułapka, racjonalny człowiek nie powinien po niej wyciągać wniosków na przyszłość.
Ale mi nie trzeba wiele, trochę już Cię kocham.
Wreszcie trenerem Rakowa nie jest ktoś młodszy ode mnie, lecz ktoś w już słusznym wieku (czyli mój rówieśnik).
Wreszcie ktoś z zewnątrz, ktoś spoza mitycznej grupy Deduktor.
I nagle okazało się, że my potrafimy, próbujemy i możemy grać w piłkę. Że da się inaczej. Nie trzeba w ekwipunku na mecz mieć widelca, by w razie czego mieć czym wydłubać sobie oczy, a potem uciec na kilka nocy do lasu by uprawiać bushcraft.
Nie wiedziałem, że aż tak tego potrzebowałem.
Najbardziej cieszę się z tego, że nie będzie 0-0-7 i głupawych filmowych nawiązań.
My od teraz będziemy jak Tommy Lee Jones w "Ściganym".
Bulat. Padlista, leniwy leniwiec. Odsunięty, bo "było wiele zastrzeżeń co do zachowania i postawy Chorwata, a także wpływu na zespół".
Przywrócony do zespołu po kilku tygodniach gehenny w rezerwach, wczoraj pierwszy skład i najlepszy na placu.
Ktoś inny już dawno temu powinien zostać odsunięty, też miał zły wpływ na zespół.
Ten łysy posiadacz licencji UEFA PRO powiedział latem Tomkowi Pieńce, że powinien sobie szukać innego klubu, bo u niego nie będzie grał.
Inny trener mieszkający w Częstochowie, selekcjoner naszej wspaniałej młodzieżowej reprezentacji zrobił z tego samego Tomka Pieńki kapitana i lidera drużyny.
Pieńko nie jest łatwym chłopakiem, ale z takimi też trzeba umieć się obchodzić (poza tym - jest naszą perłą, kapitanem brzęczkowej młodzieżówki).
Obrazek, gdy płakał na środku boiska po przegranej z Hajdukiem...
Każdy normalny człowiek chciał go wtedy przytulić. Każdy, kto chce kogoś budować gdy jest w dołku, a nie gruzować. Każdy, poza tym jednym.
To odróżnia trenerów od posiadaczy licencji.
EmreLicznik, kończymy to badziewie.
22 mecz w naszej lidze, 4 zwycięstwo.
Kto wygrał mecz w Ekstraklasie? Wreszcie Mahir.
---
Słowo o aferze z Siemieńcem, bo nie powinienem tego tak zostawić
Sprawa jest złożona i nie da się od tego nie wyjść. Nigdy byśmy się o tym wszystkim nie dowiedzieli gdyby nie to, jaka zgnilizna jest dziś w środowisku sędziowskim. Słabo mi się robi na myśl o tym, że muszę ten kontekst tu nakreślić, ale trzeba.
Są tam duże tarcia, oskarżenia o mobbing i inne niefajne rzeczy. To trzeba wyczyścić od spodu, ale nie czas na puentę.
Jakiś czas temu o szeryfowanie w tym burdelu zaciekle walczyli pan Szulc (którego nie pamiętałbym, gdyby nie Mariusz Ujek i słowa powszechnie używane za wulgarne, wygooglujcie sobie jeśli nie kojarzycie, ja nie mam na to siły) i pan Wójcik, o którym nie wiem nic.
Pan Wójcik tę batalię przegrał, mimo tego, że bardzo o to zabiegał. Ten rozpaczliwy film z lasu i granie na najniższych emocjach dość dobitnie pokazał dlaczego. Ponoć na początku wybuchu afery myślał, że to on wygrał, bo te smsy obciąża nie jego, ale szefa kolegium sędziów, co niestety pokazuje, że kontakt z rzeczywistością i realnym światem urwał się tam już dawno.
Ten gość chciał zarządzać środowiskiem sędziowskim.
Ja po tym wszystkim nie dałbym mu nawet do potrzymania kuwety, bo przez miesiąc zbierałbym żwirek po zakamarkach.
Kilka miesięcy temu, w dniu meczu przedostatniej ligowej kolejki, Adrian Siemieniec (gdy w jego Jagielloni 7 piłkarzy było zagrożonych pauzą za kartki w ostatniej kolejce) wysłał do pana Wójcika sms o następującej treści:
"Witam Panie Sędzio. Paweł dzisiaj Nam sędziuje, nie wiem jak podejść do tego tematu. Chcę po prostu, żeby z nami w tym temacie współpracował. Jeżeli nie będzie wyjść i kartka się należy, to oczywiście nic mi do tego, ale jeżeli może poczekać i Nas uprzedzić, że ktoś jest blisko, to będę mógł zareagować. Mamy finał sezonu u siebie, Chodzi mi o branie tego pod uwagę i pewną rozwagę. Czasami są sytuacje, że ktoś jest pół na pół, albo pracuje na kartkę".
(Sędziowie i tak to wszystko wiedzą, słynne marciniakowe "7 kartek masz, Ty Never Touch" weszło do obiegu).
(Mógłbym napisać epopeję o tym, jak pracuje się na kartki w niższych ligach gdy wiesz, że za tydzień cię nie będzie na meczu bo masz wesele, komunię czy chrzest, ale dziś tylko o poważnej piłce)
Zastanawia mnie rozmydlanie tego tematu przez media.
Nie chcę iść w populizmy, ale spróbujmy sobie wyobrazić, że coś takiego robi trener dziś pracujący w Legii, albo bez wchodzenia w skrajności - jakikolwiek inny trener, nie ma to znaczenia (ten pracujący w Legii i tak w to wszedł).
Lekko przygasło nam w tym wszystkim "Słońce Podlasia".
Nieskazitelny, popularny "Salceson" będzie się teraz musiał mierzyć z czymś, czego się nie spodziewał, ale niestety zasłużył.
Wczoraj na Wiśle słyszał z trybun "Sprawdźcie sędziego, Siemieniec pisał do niego", ale co dla niego pewnie jeszcze gorsze - Jaga wyglądała w Krakowie jak rozklekotany wóz z węglem, i być może to afera miała na to jakiś wpływ.
Oddajmy głos bohaterowi.
Adrian Siemieniec w Canal Plus: „Mam świadomość tego, że wysyłanie tych wiadomości było niepotrzebne. Był to błąd. Oczywiście nie miałem żadnych złych intencji, ale sposób komunikacji, który wybrałem był niepotrzebny… Mogę obiecać, że to się już nie powtórzy”.
To nie był błąd.
Błąd byłby wtedy, gdyby przez pomyłkę zamiast żonie wysłał sędziemu zdjęcie swojego przyrodzenia albo listę zakupów (nie wiadomo, co gorsze).
"Sposób komunikacji". K**wa.
Lepiej to zostawię.
---
Słówko o Vuko.
Życie.
W poniedziałek pozujesz do zdjęcia w kalendarzu z kotkami (ten kotek chyba już wie), w czwartek już nie ma cię w kalendarzu.
Po ludzku to nie jest fajne.
Przyszedł, zrobił co umiał, nawet Zibi Boniek podczas swojej cotygniodowej audiencji z Rzymu mu dziękował, bo uratował Widzewowi Ekstraklasę.
Nie odklei się już chyba ta łatka strażaka od niego.
Przychodzi, ratuje, zrobił swoje więc można go kopnąć w zad.
Ale też w sercu Łodzi dostał wszystkie instrumenty, o których każdy trener marzy.
By udowodnić, że nie jest tylko od gaszenia ognia, ale może też coś zbudować.
A (mimo słusznego odsiewu) z tymi, którzy zostali po tych kilku awanturniczych okienkach transferowych i przepalania milionów, Widzew kadrę ma dziś na puchary.
I Vuko nie podołał.
Ale wybrał chyba mądrze, bo Mateusz Stolarski z tych wszystkich naszych laptopowych dzieciaków ma największy potencjał na bycie prawdziwym trenerem.