Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Albumy EVENa
EVENo Offline
Dzień bez Oriona dniem straconym
****

Liczba postów: 269
Dołączył: Sep 2017
Reputacja: 0
Post: #1
Albumy EVENa
Wstęp

Hej Icon_smile Zakładam nowy temat w dziale Waszym zdaniem, który w przyszłości będzie służył mi do pisania własnych recenzji płyt - zarówno starych, jak i nowych. Już teraz zaznaczam, że oba działy będą różniły się od siebie znacząco - o starych albumach pisał będę z sentymentem, ciepło i wspominkowo. O nowych rzecz jasna chłodno, bez emocji i obiektywno-subiektywnie, cokolwiek to znaczy Icon_wink

Uznajmy więc, że będą tu miał dwa swoje własne, autorskie programy Icon_biggrin Nie oczekujcie rzecz jasna dziennikarskich cudów - ot forumowe pisanie, choć mam zamiar przyłożyć się do tego nieco bardziej, niż zazwyczaj. Zobaczymy, jak mi to wyjdzie. Rozdzielać będę to na Recenzje oraz dział Retro.

---

Podsumowanie roku 2017

Zanim jednak zacznę rozpisywać się na dobre, chciałbym zamieścić małą rozgrzewkę, czyli jeden z elementów mojego podsumowania roku 2017. Początkowo chciałem stworzyć do tego osobny temat, ale mogłoby ich być zbyt dużo, więc niech po prostu posłuży mi ten.

Podsumowanie pisane jest typowo pod forum, w dodatku nie to forum, ale wydaje mi się, że pasuje tutaj jak ulał. Nie poświęcałem zbyt wiele tekstu każdej płycie, zaledwie akapit Icon_wink Styl pisania jest prosty i luźny, a opinie są... no po prostu moje Icon_razz2 Generalnie był to dobry rok, bo wiele płyt zdobyło pozytywną ocenę, ale żadna nie wyróżniała się zbytnio, więc jeszcze nie wiem, która będzie Albumem Roku.

No, ale bez zbędnego gadania, oto 41 mini-recenzji z tego roku. Kolejność jest taka sama, co kolejność przesłuchań. Możliwe, że każdy znajdzie tu coś dla siebie Icon_cool

---

happysad – CIAŁO OBCE
Nie jest nowością, że nowy happysad mi nie leży i nie potrafię znaleźć w nim nic interesującego. Pierwszą część płyty da się przełknąć, choć stylistycznie przypomina nie wiadomo co. Trochę jakby sami nie wiedzieli czy chcą być progresywni, czy popowi. Ale nawet gdyby takie połączenie zdało egzamin (a przy wokalu i tekstach Kuby nie ma na to szans), to i w jednym i w drugim przypadku happysad radzi sobie słabo. Później dochodzi do wszystkiego jeszcze irytująca elektronika i mamy przepis na naprawdę kiepski album.
2/10 NEGATYWNA

Gotthard – SILVER
Rockowa uczta, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Trudno przyczepić się do czegokolwiek: płyta jest żywa, w miarę różnorodna i nawet jeśli w pewnym momencie zaczyna być nieco miałka, to po chwili na fale dźwiękowe wskakuje taki „My Oh My”, który od razu przypomina słuchaczowi, na co stać grupę Gotthard. Wysoka ocena pewnie bierze się po części z tego, że to moja pierwsza styczność z zespołem, który nagrał w tym samym stylu już wiele albumów. Możliwe, że w rzeczywistości zasługuje na neutrala… ale możliwe też, że wcale nie Icon_wink
8/10 POZYTYWNA

Blackfield – BLACKFIELD V
Projektem Stevena Wilsona i Aviva Geffena zainteresowałem się dzięki singlowi „How Was Your Ride?”. Od dłuższego czasu szukam współczesnych zespołów, które grają stonowanego, progresywnego rocka i Blackfield spełnia moje oczekiwania z jednym zastrzeżeniem: momentami jest zbyt usypiający. Nowa płyta zdobyła jednak uznanie wśród fanów. Niektóre piosenki wyróżniają się na tle innych, a Geffen pisze naprawdę dobre teksty. Warto mieć takie albumy w bibliotece.
6/10 NEUTRALNA

Daria Zawiałow – A KYSZ!
Zaczęło się od pioseneczki, która spodobała mi się, choć nie powinna. Jak ten RMF-owy przebój, który nie chce wyjść, z ciebie wyjść. Widzicie? Nawet teraz śpiewam tę piosenkę. Chwytliwy refren, banalna melodia i prymitywny kobiecy wokal. Ale z jakiegoś powodu Daria i jej głos spodobały mi się od pierwszego wejrzenia i czekałem na jej debiutancki krążek jakby miał odmienić moje życie. Cóż, mojego oczywiście nie odmienił, ale samej artystki - jak najbardziej. W pełni zasłużenie, to naprawdę dobry polski pop.
8/10 POZYTYWNA

Amy Macdonald – UNDER STARS
Niby jestem fanem ciężkiej muzyki, cenię sobie niebanalne, techniczne granie, a oprócz tego jestem facetem twardo stąpającym po ziemi, dalekim od emocjonowania się byle czym… no ale kiedy słucham Amy to mam motylki w brzuszku <3 <3 <3
Amy to moja nowa miłość. Nie żartuję. Wygląda na to, że mam swoje słabości, bo fan ciężkiego grania nie powinien tak łatwo dawać się prostym, gitarowym dźwiękom i przyjemnym dla ucha melodiom. Prostota, jaką charakteryzuje się muzyka Amy z jakiegoś powodu sprawia jednak, że zapominam kim jestem i zaczynam zachowywać się jak baba. Ale po co mam udawać, że kocham ten stan? Płyta Under Stars ma swoje słabsze momenty, ale dzięki niej poznałem całą twórczość Szkotki, która gra piosenki tak banalne, że aż ładne.
7/10 POZYTYWNA

Gorillaz – HUMANZ
Fani Gorillaz raczej nie polubili nowej płyty z prostego powodu. Występuje na niej tylu gości, że trudno nazwać to płytą Gorillaz, a raczej miksem przeróżnych wykonawców. Przy każdej kompozycji oczywiście pracował Damon Albarn, ale na marno szukać tu starego stylu, w którym głównie słychać śpiew postaci znanej jako 2-D. Animowani członkowie zespołu przestali grać, a zaczęli po prostu reprezentować projekt, np. w teledyskach. „Humanz” to po prostu kilka różnych piosenek, śpiewanych przez kilka różnych osób, ale wszystkie wyprodukowane przez jedną osobę. Płyta jest dokładnie tym, czego się spodziewałem, jest na tyle różnorodna i zwariowana, że trudno polubić ją całą. Ma po prostu piosenki lepsze i gorsze. Nie jest dla każdego, ale nie jest też dla nikogo. Bez problemu popada ze skrajności w skrajność. Trzeba przyznać, że to nietypowy projekt, który jednak nosi za sobą fajną atmosferę.
5/10 NEUTRALNA

Harem Scarem – UNITED
Harem Scarem jak mało który zespół potrafi przenieść mnie w świat wesołego „chórkowania”. Refreny ich piosenek powodują u mnie uśmiech na twarzy, a to jak prosto je się śpiewa udowadnia fakt, że nawet moi znajomi potrafią się tym zarazić. Tak, przeciąganie sylab to jedna z ulubionych rozrywek w historii ludzkości Icon_wink Jednak ten cały oklepany schemat powtarza się na płycie „United” w koło Macieju, co sprawia, że choć każdy utwór brzmi jak rasowy singiel, to brak różnorodności nie pozwala na wystawienie wysokiej oceny.
6/10 NEUTRALNA

Warrant – LOUDER HARDER FASTER
Po zespole, który okres swojej sławy ma już dawno za sobą i od ponad 20 lat mało kogo obchodzi, nie spodziewałem się zbyt wiele. Muszę jednak przyznać, że nowa płyta grupy Warrant jest czymś więcej, niż przeciętniakiem i w pełni zasługuje na chwilę uwagi. Muzyka jest żywa i całkiem pomysłowa jak na tak oklepany gatunek muzyczny. Nic nadzwyczajnego tutaj nie znajdziemy, ale moim zdaniem „Louder Harder Faster” i tak daje nam więcej, niż się można spodziewać.
6/10 NEUTRALNA

Papa Roach – CROOKED TEETH
Papa Roach jest dosyć konsekwentny. Odkąd tylko pamiętam potrafili zachęcić mnie do siebie jedną piosenką, tylko po to, by zniechęcić następną. Nie inaczej jest na ich najnowszej, niespełna 34-minutowej płycie. Znajdziemy na niej typowe przeboje przemieszane z totalną miernotą. Cóż, wygląda na to, że choćbym nie wiem jak wiele singli tego zespołu polubił, nigdy nie będę ich fanem. W przyszłości prawdopodobnie ograniczę się do słuchania tylko tych piosenek, które grają w radiu. Cała reszta potrafi być niezwykle odstraszająca.
4/10 NEUTRALNA

Deep Purple – INFINITE
Z uwagi na wiek, powoli przestaje się ich nazywać legendami rocka, a dinozaurami. I choćby z samego tego faktu nie powinno się od nich oczekiwać rozbrajających płyt. Mimo to, Infinite trzyma niezwykle wysoki poziom. Oczywiście jest tu kilka mankamentów, Gillan jest już dziadkiem i czasem jego głos jest dziwnie „podkręcony”, a instrumenty wpadają czasem w niezrozumiały chaos, ale poza tym nie się czego czepiać. Jest bardzo składnie i stylowo. Na pewno nie zarzuciłbym panom z Deep Purple, że odcinają kupony za samą muzykę. Zarzuciłbym im to za cenę tej muzyki. Choć z drugiej strony, jeżeli to ma być ich ostatni album, to może faktycznie warto zapłacić ekstra.
7/10 POZYTYWNA

Linkin Park – ONE MORE LIGHT
Śmierć Chestera była tragedią nie mniejszą niż ta płyta. Nie jest prawdą, że została źle przyjęta tylko dlatego, że nie jest rockowa. Fani Linkin Park już nie raz doświadczyli gwałtownych zmian gatunku. Fakt jest taki, że na tym albumie nie ma wiele ciekawego. Melodie i efekty dźwiękowe są nudne i oklepane przez stacje radiowe od ładnych paru lat. A jeśli nie są nudne, to są po prostu irytujące. Podsumowując: płyta miesza dwa rodzaje popu. Jeden próbuje dorównać twórczości Michaela Jacksona, ale kiepsko mu to wychodzi. Drugi próbuje dorównać temu rodzajowi popu, którego osobiście mam serdecznie dość i robi to bardzo dobrze. A ogółem brzmi to jak 10 utworów, które ktoś już wcześniej wydał. Słabo.
3/10 NEGATYWNA

Nocny Kochanek – ZDRAJCY METALU
Gdy usłyszałem ich po raz pierwszy, pomyślałem, że nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak dobrym heavy metalem z polskimi tekstami. Szybko okazało się, że słowa piosenek też byle jakie nie są – specyficznie jajcarskie. Polubiłem ich jeszcze przed wakacjami, ale gdy przyszła pora na ich koncert na Przystanku Woodstock… czegoś takiego jeszcze na tym festiwalu nie doświadczyłem. No, ale to miała być recenzja płyty, a nie występu na żywo, więc krótko – świeży heavy metal w bardzo dobrym wykonaniu. Tak dobrym, że aż staniki wlatują na scenę.
8/10 POZYTYWNA

Paramore – AFTER LAUGHTER
O ile większości zespołów przejście w kompletny pop nie wychodzi na dobre, tak w przypadku Paramore można było spodziewać się zupełnie odwrotnych skutków. I tak też jest – nowa płyta jest po prostu rewelacyjna! Choć nie każdemu może spodobać się nowe, lżejsze i bardziej cukierkowe wcielenie zespołu, to moim zdaniem jest to dokładnie to, co powinno się z nim stać po kilku latach grania czegoś z pogranicza power popu z punk-rockiem. Bardzo ładny głos Hayley Williams miesza się tu z dźwiękami jakby wyciągniętymi z Crasha Bandicoota. Wszystko to bardzo przyjemne i zachęcające do zabawy. Co wyjątkowo dziwnie miesza się z nieco… depresyjnymi tekstami. Cóż, jeśli o mnie chodzi, After Laughter pozostawia na twarzy tylko uśmiech.
8/10 POZYTYWNA

Piotr Bukartyk – O ZGUBNYM WPŁYWIE WYŻSZYCH UCZUĆ
Nowa płyta Piotra Bukartyka nie mogła mi się nie spodobać, wszak ten pan nigdy nie napisał jeszcze utworu, którego bym nie lubił. Po raz kolejny przenosi on nas w świat prostej gitarowej muzyki dopełnionej świetnymi, żeby nie powiedzieć idealnymi wręcz tekstami. W utworze „O przyjaźni” przeszedł jednak samego siebie. Co za piosenka! Inne kompozycje też poruszają tak, jak żadne inne. Trudno oceniać muzykę, bo to nie o nią chodzi, a o uczucia, emocje, przemyślenia. I sam nie wiem, czy wieczór spędzony z Panem Piotrem bardziej mnie pociesza, czy zasmuca.
7/10 POZYTYWNA

Flogging Molly – LIFE IS GOOD
Flogging Molly nie dokonało żadnych rewolucji w swoim stylu i dzięki temu nowa płyta brzmi równie dobrze, co wszystkie poprzednie. Jak zwykle zaserwowali nam znakomitą mieszankę skocznego rocka z tradycyjnym irlandzkim folkiem. Bardzo dużo energii, ciekawych muzycznych rozwiązań i naprawdę dobrych, pogodnych tekstów. Słuchając tej płyty aż chce się cieszyć życiem.
7/10 POZYTYWNA

Roger Waters – IS THIS THE LIFE WE REALLY WANT?
Jak podejść do tego albumu? Z jednej strony zachwyca, bo tak bardzo przypomina starych Floydów, z drugiej niczym nie zaskakuje, bo tak bardzo przypomina starych Floydów. To podobieństwo do „The Final Cut” jest zarówno największą zaletą, jak i przekleństwem najnowszego wydawnictwa Rogera Watersa. Można czuć się tym rozczarowanym, ale tak naprawdę to najlepsze, co mogło słuchacza spotkać. Świetne nawiązanie do najlepszych lat autora. W tekstach trochę za dużo rzucania mięsem, ale poza tym – magiczne doświadczenie.
7/10 POZYTYWNA

Rise Against – WOLVES
Choć Rise Against nie traci swojego charakteru i przyzwyczaił nas do tego, że ma piosenki na jedno kopyto, to jednak można odnieść wrażenie, że powoli schodzi z niego powietrze. Już poprzedniej płycie „czegoś” brakowało, spadek formy był zauważalny już przy „Endgame”, jednak tam wciąż było wiele dobrych piosenek. Teraz niestety zaczynają przeważać te średnie i tylko 2-3 utwory są godne zapamiętania. Reszta wpada jednym i wypada drugim uchem. Może i nadal jest całkiem dobrze, ale z pewnością lepiej wrócić do starszych, dobrze już nam znanych albumów, niż próbować przyzwyczaić się do nowego. Bo paradoksalnie, na tym nowym nie ma zbyt wiele „nowego”
6/10 NEUTRALNA

Nickelback – FEED THE MACHINE
Zdawało się, że kanadyjski zespół podniesie się po kiepsko brzmiącym „No Fixed Address” i wyda nieco mocniejszą płytę, ale po dobrze zapowiadającym się singlu, okazało się, że ta jest wyłącznie pseudo-mocna. Piosenki nie są złe, gdy przychodzi co do czego to łatwo je zanucić, ale fajne fragmenty mieszają się z miernymi. Momentami jest tak bardzo bez pomysłu, że można zacząć zastanawiać się po co w ogóle się tego słucha i wszystko ratują pojedyncze, lepsze momenty w partiach wokalnych. Dobry materiał jest tu bez ładu i składu zmieszany z śmieciami. To daje wrażenie, że mogło być dobrze, a nie jest.
5/10 NEUTRALNA

Kazik & Kwartet ProForma – TATA KAZIKA KONTRA HEDORA
Nigdy nie byłem fanem płyt Kultu z piosenkami Stanisława Staszewskiego i również „Tatę 3” początkowo przyjąłem dosyć chłodno, ale już przy drugim podejściu do tego albumu polubiłem go bardziej. Kwartet ProForma wykonał dobrą robotę komponując melodie. Te są proste i powtarzalne, ale potrafię zrozumieć, dlaczego Kazik właśnie z tą grupą, a nie z Kultem stworzył tę płytę. Nie będzie to z pewnością popularna opinia, ale dla mnie to chyba najlepsza część trylogii „Taty”. Wiadome było, że będzie inna, niż poprzednie, bo autorzy mieli do dyspozycji tylko teksty, a muzykę skomponować musieli sami. Moim zdaniem wykonali to zadanie wzorująco.
7/10 POZYTYWNA

Depeche Mode – SPIRIT
Co Depesze robią w moim podsumowaniu? Ano, okazali się nietrafionym prezentem urodzinowym. Nie powiem, dwa pierwsze single, w szczególności „Where’s The Revolution” bardzo mi się podobały, ale reszta płyty, nie dość, że nie w moich klimatach, to jeszcze dosyć żmudna i bez momentów, na które warto zwrócić uwagę. Jak na muzykę elektroniczną to może nie jest kiepski album, ale nie oferuje nic nadzwyczajnego.
4/10 NEUTRALNA

Royal Blood – HOW DID WE GET SO DARK
Wiele osób mających podobne do moich gusta muzyczne polecało mi i chwaliło ten zespół, ale niestety, przez długi czas do mnie nie przemawiał. Dziś też dupy nie urywa, choć podoba się bardziej, niż wcześniej. Na pewno jest tu zarówno potencjał na przeboje, jak i charakter alternatywnego rocka, więc trudno się dziwić sukcesowi, jaki osiągnął Royal Blood. To ciekawy zespół z ciekawym repertuarem i choć do końca mi nie podchodzą, będę im kibicował w przyszłości i sprawdzał kolejne dokonania.
6/10 NEUTRALNA

Cellar Darling – THIS IS THE SOUND
“Posłuchałem twórczości tego zespołu nie wiedząc nic na jego temat i pomyślałem – cholera, to brzmi jak każda piosenka Eluveitie, której nie lubię.” – ten komentarz przypadkowego internauty, choć się z nim nie zgadzam, chyba najlepiej opisuje to, czym jest Cellar Darling.
Rozpad grupy Eluveitie wydawał się złą wiadomością, ale w 2017 roku okazało się, że nic bardziej mylnego. Trójka osób, które opuściły zespół założyły Cellar Darling. Jest to rozwiązanie idealne, bo oddzieliło to mocne wcielenie Eluveitie (które w nowym składzie radzi sobie rewelacyjnie) od tego, które promowała Anna Murphy. Dziś wokalistka ma pełne pole do popisu i wykorzystuje je bardzo dobrze, tworząc typowy metal z kobiecym wokalem. Może płyta This Is The Sound nie ma w sobie niczego nadzwyczajnego, jest dosyć prymitywna i w połowie zapchana jest przeciętnymi kompozycjami, ale i tak lubię do niej wracać. Rzadko kiedy przypada mi do gustu metal z kobiecym wokalem, ale Ani dałem szansę i mi się spodobało. A przynajmniej podoba mi się, jeśli zapomnę jak kiepsko radzi sobie ona na żywo.
7/10 POZYTYWNA

Hinder – THE REIGN
Zespół Hinder rozpoczął swoją obiecującą karierę już kilkanaście lat temu i po trzech fajnych albumach zaczęli wydawać słabiznę. Później przyszedł czas na problemy z uzależnieniami wokalisty, co doprowadziło do zmiany frontmana. I wydawało się, że to dobije Hindera.
The Reign jest jednak solidnym materiałem, który daje zespołowi nadzieję na drugie życie. Na płycie nie ma fajerwerków, jakimi potrafili mnie zaskoczyć w swojej początkowej twórczości, ale kilka utworów może się spodobać na dłuższą metę. Jest bardziej zapamiętywalna od nowego tworu Nickelbacka, którego Hinder jest klonem. Można powiedzieć, że z nowym wokalistą wrócili do starego grania i robią to przyzwoicie dobrze. To pozytywne zaskoczenie, bo spodziewałem się, że płyta będzie chłamem, a tymczasem słucha się jej całkiem przyjemnie.
6/10 NEUTRALNA

Eluveitie – EVOCATION II – PANTHEON
Ci, którzy nie lubią death metalowego charakteru, śmiało mogą spróbować serii Evocation, którą grupa Eluveitie pokazuje swoje łagodniejsze, akustyczne wcielenie. Dla mnie to oczywiste, że jest to od tej pory moja ulubiona płyta grupy. W nowym składzie, ale w starym stylu, choć tutaj jeszcze bardziej klimatycznie, czyli celtycko. Utwory głównie instrumentalne lub skupiające się na instrumentach. Tam, gdzie pojawia się śpiew, jest on wykonywany przez nową wokalistkę, Fabienne Erni, której głos lepiej wpasowuje się w specyfikę zespołu. Czasem tylko Glanzmann coś krzyknie do mikrofonu Icon_wink Całość pięknie złożona w spójny, ponad 50-minutowy materiał. Jeden z najlepszych i najbardziej wyróżniających się albumów koncepcyjnych jakie znam.
8/10 POZYTYWNA

Anathema – THE OPTIMIST
Byłem wniebowzięty, gdy wysłuchałem tego albumu po raz pierwszy. Być może przez to, że było późno, a ja jednocześnie grałem na konsoli i nie wsłuchiwałem się aż tak dokładnie, ale gra nie wymagała wielkiego skupienia i dźwięki wpadały mi nie tylko do ucha, ale i do głowy. Pomyślałem, że od dawna szukałem takiego brzmienia i na pewno sięgnę po wcześniejszą twórczość Anathemy, którą dopiero co poznałem.
Kolejne podejścia do albumu „The Optimist” nie były już jednak tak optymistyczne. To jest, płyta nadal mnie ciekawi i pokazuje swoją indywidualność, ale po czasie zauważam jednak to, co zauważam w większości progresywnych wydawnictw – momentami nudzi aż za bardzo. Mimo to, jest tu kilka świetnych utworów, które zachęcają mnie do bliższego poznania grupy, bo nawet jeśli połowa ich twórczości jest dobra, a połowa słaba, to dla tych kilkunastu perełek warto się zainteresować. „The Optimist” to nastrojowa płyta z wieloma rewelacyjnymi momentami.
7/10 POZYTYWNA

Lorde – MELODRAMA
Zaczęło się od dwóch singli, które przywróciły moją nadzieję w komercyjny pop, bo utwory Green Light oraz Perfect Places dosyć zaskakująco przypadły mi do gustu. Po wydaniu, „Melodrama” otrzymała bardzo wysokie oceny krytyków, a internauci od razu zaczęli wciskać do rąk artystki nagrodę Grammy. Nie mogłem przejść obojętnie obok takiego fenomenu. Liczyłem, że nowa płyta Lorde będzie świetna.
Niestety, nadzieje szybko prysły, gdy odpaliłem album. Single okazały się jego najmocniejszymi punktami, natomiast cała reszta wydawnictwa to ogromne rozczarowanie. Po seksownym „Homemade Dynamite” ma się jeszcze apetyt, ale każdy kolejny utwór nie zachęca do dalszego słuchania i nawet jeśli ma jakąś ćwiartkę fajnego rytmu i melodii, to pozostałe trzy ćwiartki sprawiają, że płyta dłuży się niesamowicie. Piosenki teoretycznie nie są złe, ale oczekiwałem, że większości z nich będę słuchał z zapartym tchem. Te są jednak albo zbyt przekombinowane albo zbyt spokojne i nie ma w tym wszystkim jakiegoś środka.
3/10 NEGATYWNA

Nothing But Thieves – BROKEN MACHINE
Zespół, który w mgnieniu oka zyskał fanów na całym świecie wydał w tym roku swój drugi album i choć nie jest on rażąco dobry, to w pełni udowadnia, że przyszłość muzyki leży między innymi w rękach młodzieniaszków-złodziejaszków z Wielkiej Brytanii. Po dwóch fenomenalnych singlach (mających przy tym zupełnie inny charakter), reszta albumu mogła jednak nieco rozczarować, bo tak mocnych punktów już tu nie znajdziemy. Mimo to, płyta jest przyjemna, różnorodna, a przy tym spójna. Kapela ma swoje brzmienie, które jest równie bardzo alternatywne, co rockowe, zaś kompozycje mają dużo potencjału na radiowe przeboje, zarówno mocne i skoczne, jak i spokojne lub podniosłe. Liczyłem na więcej, ale to udany album.
6/10 NEUTRALNA

Foo Fighters – CONCRETE AND GOLD
Foo Fighters jest grupą, która obecnie ma u mnie największe parcie. To właśnie teraz ich muzyka podoba mi się jak nigdy wcześniej, zaś dwa ostatnie wydawnictwa (album Sonic Highways i EPka Saint Cecilia) są męczone przeze mnie do dziś i wciąż się nie nudzą. Oczywistym jest, że chciałem więcej. Dużo więcej.
Concrete and Gold utrzymany jest bardziej w stylu The Colour And The Shape z 1997 roku, niż najnowszych płyt zespołu. Nie jest to jednak ani jego zaletą, ani wadą. Ot tak, najbardziej przypomina tamte czasy, głównie swoją bezkompromisowością w atakowaniu słuchacza dźwiękami każdej maści. Jest pomysłowo i różnorodnie, ale momentami również zbyt dziwnie i chaotycznie. Jest to prawdziwa mieszanka wybuchowa, którą ciężko polubić za pierwszym razem, ale ma w sobie wiele dobrego.
7/10 POZYTYWNA

Black Country Communion – BCCIV
Mocne granie dla osób szukających mocnych wrażeń. Supergrupa Black Country Communion powraca z czwartą płytą i po raz kolejny serwuje nam dużo masywnych gitar, głośnych riffów i charyzmatycznego śpiewu. Po śmierci Chrisa Cornella zdawało mi się, że nikt już nie nagra czegoś tak, jak nagrywało Soundgarden, ale ten krążek przypomniał mi, że wciąż mamy na tym świecie wielu wybitnych muzyków, którzy wciąż dają z siebie wszystko i hardrockowa natura nie jest im obca. Jeden z najcięższych, ale również jeden z najrówniejszych i najambitniejszych albumów tego roku. No, i oczywiście jeden z najlepszych Icon_wink
8/10 POZYTYWNA

Closterkeller – VIRIDIAN
Są tacy, którzy dziwią się temu, że nie słyszałem wcześniej o Closterkeller i teraz ja im się nie dziwię, że oni się dziwią, bo ja sam się dziwię. Kapela nie tylko ma swój charakter jako prekursor muzyki gotyckiej w Polsce, ale pozostaje przy tym dosyć klasycznie rockowo-metalowa, czyli po prostu mocna na surowo. Dzięki temu także ich najnowsza płyta choć w większości nie wyróżnia się na tle innych wydawnictw z ciężkimi gitarami, to ma w sobie szczyptę wyjątkowości. A dla mnie i jedno i drugie jest ogromną zaletą albumu. Ten jednak, jak to w muzyce metalowej bywa, jest za długi. Godzina grania właściwie na jedno kopyto i bez większych fajerwerków w drugiej połowie tracklisty potrafi pod koniec trochę znużyć, choć z naciskiem na „trochę”.
7/10 POZYTYWNA

GrubSon – GATUNEK L
GrubSon konsekwentnie nagrywa po swojemu i choć to kolejna płyta, w której ewidentnie słychać jego styl i jak ja to lubię mówić – nie ma w niej nic odkrywczego, to sam artysta zdaje się być coraz lepszy w tym, co robi. Co jest dziwnym wrażeniem, bo płyta lepsza od poprzednich nie jest. Ot, po prostu, typowy GrubSon. Jest dobry i znów wydał coś dobrego. Jego twórczość wciąż miesza gatunki muzyczne, a teksty mieszają tytułowy „Gatunek L”… z błotem. Tomek, jak każdy Polak jest nieco wku***ny i nie boi się tego wyrażać, ale nadal również wysyła do nas dużo pozytywnej energii, co uzupełnia płytę o wszystkie potrzebne emocje.
7/10 POZYTYWNA

Strachy na Lachy – PRZECHODZIEŃ O WSCHODZIE
Grabaż wciąż potrafi pisać dobre piosenki i najnowsza płyta spod jego pióra nieznacznie, ale jednak przerosła moje oczekiwania. Po pierwszym singlu, zatytułowanym „Twoje motylki” pomyślałem, że każda płyta Strachów musi mieć swoje „Dzień dobry, kocham Cię” i faktycznie, reszta albumu nie jest już tak słaba, a nawet ten kawałek przy odtworzeniu całości brzmi całkiem-całkiem. Teksty są zarówno poważne, jak i luźne, a nawet takie z dużym przymrużeniem oka i wszystkie wypadają naprawdę dobrze. Do tego ciekawe melodie, specyficzny klimat i oto mamy płytę, która szybko się nie nudzi.
7/10 POZYTYWNA

Liam Gallagher – AS YOU WERE
Byłem pełen obaw. Jak wiadomo pierwsze skrzypce w Oasis grał Noel, a Beady Eye nigdy nie przypadł mi do gustu, więc nie wiedziałem czego oczekiwać od płyty Liama. Pierwszy singiel nieco mnie uspokoił i przypomniał, że wokalista nie musi przecież sam sobie pisać piosenek do swojego solowego albumu. Zaskoczyła mnie też forma Gallaghera w występach na żywo. Nagle okazało się, że As You Were może być naprawdę dobrym materiałem. I jest. Piosenki przypominają twórczość Oasis po 2000 roku, mają całkiem niezłe teksty, a muzyka brzmi dojrzale i przede wszystkim ciekawie, a do tego od początku do końca trzyma się kupy. Po tym albumie słychać, że jego autor przyłożył się do roboty i zrobił to jak należy.
7/10 POZYTYWNA

Europe – WALK THE EARTH
Propozycja prosto z forum bonjovi.pl, gdzie była szeroko komentowana. Nie miałem zamiaru sprawdzać nowego Europe i teraz mniej więcej wiem dlaczego. Płytka mi nie leży, choć słabego brzmienia nie mogę jej zarzucić. Jest ciekawa, mocna i zespół wykonał bardzo dobrą robotę przy jej tworzeniu. To zmusza mnie do zastanowienia się nad słusznością mojej oceny nowej płyty Deep Purple, bo mam wrażenie, że Walk The Earth niewiele od niej odstaje. Mimo to, stylistycznie nie jest to do końca moja bajka i to mnie powstrzymuje od wystawienia wyższej oceny.
6/10 NEUTRALNA

Stereophonics - SCREAM ABOVE THE SOUNDS
Brytyjska grupa raz po raz wydaje średnie, niczym niewyróżniające się albumy i tak jest również tym razem. Mimo to, sprawdzam dokonania Stereophonics, bo na każdej płycie trafia się kilka piosenek, na których warto zawiesić ucho. Nie ma ich wiele i żadna z nich nie jest wybitnie dobra, ale lekki, luźny styl zespołu sprawia, że czas z nim spędzony jest całkiem miły. Nowy album jest nieco słabszy od poprzednika i równie daleko mu do doskonałości, co do kompletnego dna. Ostateczna ocena może być tylko jedna.
5/10 NEUTRALNA

SOJA - POETRY IN MOTION
To niesamowite, że SOJA wciąż potrafi kupić mnie tak oklepanym gatunkiem muzycznym, jakim jest reggae. W ich twórczości zawsze jest dorzucone coś, co sprawia, że piosenki nadal brzmią świeżo i ciekawie. Po raz kolejny jamajskie klimaty wzbogacone są interesującymi rozwiązaniami, a teksty mówią o ludzkich wartościach i są nieźle napisane. Melodie dosyć powtarzalne, ale dobre. Całość dokładnie taka, jak lubię – spójna, choć różnorodna. Można się doczepić, że mało gitar, ale jeśli już są to mają momenty z najwyższej półki. Poetry In Motion nie zawodzi, to świetny, poruszający album.
8/10 POZYTYWNA

Robert Plant – CARRY FIRE
Legendarny wokalista Led Zeppelin przenosi nas w świat nastrojowej muzyki pełnej kojących uszy instrumentów i dopracowanych kompozycji dla dojrzałego słuchacza. Płyta sprawia odbiorcy przyjemność od pierwszego do ostatniego dźwięku, co przypomina, że pomimo upływu lat (wielu, wielu lat), Plant wciąż nie zawodzi. Muzyczny geniuszu, dawaj nam jak najwięcej.
7/10 POZYTYWNA

Mando Diao – GOOD TIMES
Nie miałem bladego pojęcia, czego się spodziewać, bo styczność z Mando Diao miałem po raz pierwszy. Okazało się, że „niespodzianka” to odpowiednie słowo, bo granie zespołu jest bardzo awangardowe, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Piosenki są przeróżne, często skoczne lub taneczne, ale zdarzają się też spokojniejsze momenty. Tak naprawdę trudno się przy tej płycie nudzić, nawet jeśli muzyka nie do końca nam „leży”. Tak jest w moim przypadku – fanem zespołu raczej nie zostanę, ale w pełni doceniam ich styl oraz pracę, jaką wykonali tworząc ten album.
6/10 NEUTRALNA

Noel Gallagher's High Flying Birds - WHO BUILT THE MOON?
Świeży, ciekawy, znakomity, porywający, awangardowy… i cholernie przekombinowany. Nowy album Noela Gallaghera ma wszystko to, co powinna mieć dobra płyta plus kilka dodatków, które zdaje się psują efekt. Jak kanapka, na której jest za dużo dodatków, przez co trudno ją ugryźć i poznać główny smak. Udowadnia to już pierwszy utwór, który brzmiałby dużo lepiej, gdyby nie wrzucono do niego irytującego dzwonka budzika. I niestety cała płyta taka jest, że zawsze jest o jedną rzecz za dużo. Twórcy dorzucali i dorzucali, aż przeszarżowali. Poza tym jest to świetny album z różnorodnymi dźwiękami, fajnymi melodiami i wieloma zapadającymi w pamięć momentami.
8/10 POZYTYWNA

U2 - SONGS OF EXPERIENCE
Zespołowi tak zasłużonemu nie wypada nagrywać tak słabych albumów. A jednak, Songs Of Experience okazuje się być produkcją tak nudną, że zapomina się o jej istnieniu jeszcze w trakcie odtwarzania. Potwierdza ona, że U2 jest w stanie nagrywać na siłę, byleby tylko coś wydać. Większość utworów na płycie brzmi jak odrzuty z kilku poprzednich sesji nagraniowych, a ciekawych pomysłów jest tu tyle, co kot napłakał. Kilka piosenek nawet daje radę, więc teoretycznie jest do czego wracać, ale całość jest po prostu słaba i nie znam drugiego albumu wydanego w 2017 roku, który otrzymałby negatywną ocenę tylko dlatego, że mnie po prostu nudzi.
3/10 NEGATYWNA

Pokahontaz – RESET
Są fajne bity, jest niezła „nawijka”, a do tego dochodzi ciekawy klimat, wynikający głównie z tego, że mamy do czynienia z legendami polskiej sceny hip hopu. Jak słuchać rapu to tylko dobrego, a ta płyta Pokahontaz to zdaniem wielu jedna z najlepszych w dorobku Rahima i Fokusa. Mnie najbardziej porywa w niej duża porcja energii, interesujących momentów i przede wszystkim jakość, której należy oczekiwać od autorów mających wiele lat doświadczenia.
6/10 NEUTRALNA

---

Eh... i pomyśleć, że to dopiero początek noworocznych podsumowań Icon_wink

Radio Epsilon
27.12.2017 07:51 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 11,520
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #2
RE: Albumy EVENa
haha, dzięki wielkie!!!

EVENo napisał(a):Styl pisania jest prosty i luźny, a opinie są... no po prostu moje
No i o to chyba w tym chodzi. Takie opinie są najciekawsze.

Jestem przeziębiony, więc będę miał teraz co czytać Icon_smile
fajnie, że przyznajesz też oceny w skali 1-10 -- łatwiej poruszać się po Twoich recenzjach Icon_smile
27.12.2017 07:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
AKT! Offline
jegomość
*****

Liczba postów: 18,507
Dołączył: May 2008
Reputacja: 8
Post: #3
RE: Albumy EVENa
Tomekk napisał(a):obiektywno-subiektywnie, cokolwiek to znaczy
obawiam się, że nic Icon_wink

— ——————
—— ——— ——————
————— ———————
————
— ————— — ——
———
27.12.2017 08:03 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
kajman Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 13,910
Dołączył: Jun 2007
Reputacja: 11
Post: #4
RE: Albumy EVENa
EVENo napisał(a):nowy happysad mi nie leży
To zdanie trochę mnie razi, bo akurat ta płyta jest znacznie bliższa temu, co zespół robił na początku niż jego dokonaniom z poprzednich płyt począwszy od Nieprzygody. Ale co do oceny to bym się mógł z nią zgodzić, bo akurat dwie pierwsze płyty uważam za ewidentnie słabe.
Z innych płyt znam niewiele w całości, sporo więcej we fragmentach. Ze sporą częścią opinii względnie się zgadzam. Chyba najbardziej zaskakuje mnie ocena płyty Noela, którą z tego co słyszałem uznałbym za pogranicze katastrofy. No i z Zawiałow, na której płycie są trzy bardzo dobre utwory i spora grupa fatalnych.
A za najlepsze uznałbym Planta, Bukartyka i Clostterakellera.
27.12.2017 09:31 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
dziobaseczek Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 6,036
Dołączył: Nov 2008
Reputacja: 11
Facebook Last.fm
Post: #5
RE: Albumy EVENa
EVENo napisał(a):bez emocji i obiektywno-subiektywnie, cokolwiek to znaczy
Icon_smile ciekawa gra słów. Szkoda, że nie dajesz "highlightsów, warto. tak btw. Wtedy może bym szerzej skomentował - bo nie słucham płyt.
EVENo napisał(a):którego Hinder jest klonem.

Nie jestem pewien, czy Hinder jest ich klonem. Był okres, gdy faktycznie sporo ich różniło.
EVENo napisał(a):ale momentami również zbyt dziwnie i chaotycznie
I to chyba stanowi o problemie tej formacji. To normalne w świecie muzyki popularnej, gdy nie ma się inwencji i zatraca umiejętność tworzenia fajnych piosenek - robi się rzeczy "ambitne". Choć jest przaśne to już bez duszy. Wydawało mi się, że Dave ma w sobie to coś co pozwoli na nieskończoność gigantycznych brzmień. Ale nie wymagajmy od człowieka, by był bogiem.

http://www.mycharts.pl/forumdisplay.php?fid=111 Icon_wink
27.12.2017 11:15 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
EVENo Offline
Dzień bez Oriona dniem straconym
****

Liczba postów: 269
Dołączył: Sep 2017
Reputacja: 0
Post: #6
RE: Albumy EVENa
dziobaseczek napisał(a):Szkoda, że nie dajesz "highlightsów, warto.
W sensie wyboru najlepszych i najsłabszych piosenek, czy o co Ci chodzi? Jeśli tak, to będą w przyszłości, to podsumowanie, które tu zamieściłem nie było pisane z myślą o tym temacie. Wrzuciłem je z okazji ostatniego tygodnia grudnia Icon_razz2
kajman napisał(a):akurat ta płyta jest znacznie bliższa temu, co zespół robił na początku
Nie wiem jak Ty to słyszysz Icon_eek Totalnie się nie zgadzam, na nowej płycie jest masa elektroniki, a nawet gdyby jej nie było to nijak się to ma do ich pierwszych płyt.

Radio Epsilon
27.12.2017 11:42 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
kajman Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 13,910
Dołączył: Jun 2007
Reputacja: 11
Post: #7
RE: Albumy EVENa
EVENo napisał(a):na nowej płycie jest masa elektroniki
Nie rozpatruję tego w kwestii instrumentarium, lecz kompozycji i klimatów. Na pierwszych płytach z małymi wyjątkami proponował proste, nieskomplikowane utwory, na Nieprzygodzie zaczęły dominować bardziej wyrafinowane kompozycje, klimat z większości beztroskiego często stał się nostalgiczny, czasem nawet dołujący, a na najnowszej płycie nastąpił nawrót do prostego grania, chociaż może już nie tak beztroskiego jak na początku.
27.12.2017 11:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
AKT! Offline
jegomość
*****

Liczba postów: 18,507
Dołączył: May 2008
Reputacja: 8
Post: #8
RE: Albumy EVENa
ja mam taką smutną refleksję, że poza Lorde, która została zrugana, na tej dość długiej liście płyt nie widzę niczego wartego większej uwagi :'(

— ——————
—— ——— ——————
————— ———————
————
— ————— — ——
———
28.12.2017 12:19 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Artur.O Offline
jestem fajny
*****

Liczba postów: 3,095
Dołączył: Jun 2011
Reputacja: 4
Bebo Facebook Flickr Last.fm LinkedIn MySpace
NK.pl Twitter YouTube
Post: #9
RE: Albumy EVENa
Faktycznie niewiele z tej listy wygląda choć trochę ciekawie dla mnie. Icon_razz2 Sporo mocno przebrzmiałych zespołów typu Papa Roach, Rise Against (nie wiedziałem nawet, że coś nowego wydali), Nickelback, Stereophonics, kolejny projekt Stevena Wilsona, nawet Warrant czy Hinder się zaplątali... Flogging Molly aby muszę dosłuchać, bo miałem ich w tym roku na liście, a no i nie miałem pojęcia o tej płycie Amy MacDonald, też może tam będzie coś dla mnie. Tegoroczna płyta Mando Diao to twoja pierwsza styczność z zespołem? Wielkiego hitu "Dance With Somebody" niepomnyż? Icon_wink Bo poza nim to zawsze była co najwyżej trzecia liga indie rocka lat zerowych, żadna tam awangarda.

Paramore nigdy nie lubiłem w ich pop punkowym wcieleniu, dlatego ta ich płyta była dla mnie zaskoczeniem; kawałek wcale uroczego, słonecznego gitarowego popu. No i Lorde też była dość udana, nie widzę co tam jest przekombinowane - jeśli już to było aż nazbyt bezpiecznie, jednak aż tak negatywna reakcja w porównaniu z resztą zestawu mnie zdziwiła. Foo Fighters za to wydali jedną ze swoich najnudniejszych płyt, klepią swoje schematy do bólu z coraz mniejszą zawartością melodii.

Cytat:To niesamowite, że SOJA wciąż potrafi kupić mnie tak oklepanym gatunkiem muzycznym, jakim jest reggae.

Brzmi to dość ironicznie w towarzystwie tylu hard rockowych płyt od dinozaurów gatunku. Icon_razz2

http://rateyourmusic.com/~Szysza32
28.12.2017 07:14 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
EVENo Offline
Dzień bez Oriona dniem straconym
****

Liczba postów: 269
Dołączył: Sep 2017
Reputacja: 0
Post: #10
RE: Albumy EVENa
>>> CYKL RETRO
Pearl Jam - TEN

26 kwietnia 2014. Sam nie wiem, czy już umarłem, czy umieram. Płyta "Ten" towarzyszy mi w niecodziennej sytuacji. Czuję się zatracony. Czuję się źle. Jestem na bardzo złym haju...

Pearl Jamem zainteresowałem się niewiele wcześniej, bo dopiero na początku 2013 roku. Wtedy też pierwszy raz słyszałem album "Ten" w całości. Wówczas bez jakichkolwiek emocji oceniłem ją dobrze pod względem muzycznym. Jeremy od razu stał się moim faworytem i pozostał nim do dziś. Właściwie, gdyby nie ten utwór mógłbym wtedy olać temat tego zespołu. Jeremy miał mnie w garści i choć słyszałem go nie po raz pierwszy, zacząłem go słuchać wręcz nałogowo. Kolejne utwory z płyty czekały w kolejce i ostatecznie większość z nich stała się moim nałogiem.

Niestety, cała masa pozytywnych odczuć, jakie płyną z "Czerwonego albumu" jak zwykłem go nazywać, nie zamażą tego wspomnienia, które było dosłownym grungem mojego umysłu. W 2014 roku podjąłem decyzję o emigracji. Sam wypad do Holandii nie był zły. Choć planowane "pół roku, może rok" skończyło się na siedmiu tygodniach, to nie żałuję. Ciekawa przygoda, wielkie doświadczenie i drogocenna nauka, o tym, co się w życiu liczy. Sama podróż za granicę była jednak drogą przez mękę. Miliony myśli przechodzących przez mój umysł, do tego przygnębiająca atmosfera w busie. Wyglądało to jak jakaś chora akcja. Kierowca zasuwał jakby uciekał przed policją, cienie pozostałych pasażerów z jakiegoś powodu sprawiały, że czułem się samotny. Gdzieś z tyłu głowy siedziało, że jedziemy dopiero do Opola, by tam setki innych Polaków powsiadały do pojazdów o ściśle wyznaczonym kierunku. Pytanie "Ile osób dziennie wyjeżdża z tego kraju?" kolidowało z "Co ja robię z moim życiem?".

Sam nie wiem dlaczego uznałem "Ten" za idealny wybór do odtworzenia w moich słuchawkach w tamtym momencie, ale nigdy wcześniej tak go nie doświadczałem jak wtedy. To był prawdziwy grunge. Moja głowa była zatracona jak po ostrych dragach. Kto wie, co by ze mną było, gdybym puścił sobie wtedy coś jeszcze surowszego. Było mi źle, strasznie źle, ale nie przestawałem. Zupełnie jakbym chciał się udusić, zabić coś w sobie i po tych męczarniach obudzić się na nowo...

---

Na całe szczęście dziś jestem tu, cały i zdrowy, a "Czerwonego albumu" słucham całkiem normalnie, ze zdrowymi emocjami i trzeźwym umysłem.

Choć od samego początku nie jest to proste. Płytę zaczyna Once, jeden z moich murowanych faworytów w całej dyskografii Pearl Jamu, a do tego jeden z najlepszych openerów płyt w dziejach. Już w pierwszych minutach Eddie Vedder pokazuje, że potrafi w iście hard rockowym stylu wykrzyczeć za nas, co nam na duszy wadzi. Do tego te mocarne gitary. Długość utworu adekwatna do jego tempa. I słusznie, bo nie ma co za długo gdybać, trzeba płynąć dalej.

No właśnie, dalej jednak mamy fenomen, którego nigdy nie zrozumiem. Even Flow, choć próbowałem się do niego przekonać wiele razy, mnie nie rajcuje. Nie twierdzę, że jest słaby, ma w sobie wiele dobrego, ale większość utworu jest nudna i na tle kolegów z albumu, prezentuje się niezwykle słabo.

Dlatego nie warto poświęcać mu zbyt wiele czasu, bo zaraz po nim czas na kolejną petardę. Alive już samym tytułem znaczy bardzo wiele, szczególnie w środowisku samego zespołu wykonującego tę piosenkę. I oby nam Eddie i spółka żyli jak najdłużej, byśmy mogli razem z nimi śpiewać ten ponadczasowy kawałek.

Why Go pomiędzy Alive i Black nigdy mi nie pasowało. Zdecydowanie bardziej wolę go słuchać przed "wielką trójką", na którą składają się dwie wymienione oraz Jeremy. To jest właśnie ten miąższ, utwory o wielkim znaczeniu, pięknych kompozycjach i z przesłaniem. A do tego jak dobrze zagrane i zaśpiewane! Samo Why Go to z kolei typowy rocker. Również mocarny i z, co prawda, równie niewesołą historią do opowiedzenia, ale klimat ma zupełnie inny, niż Alive, Black i Jeremy. Te trzy to wizytówka Pearl Jamu.

Oceans zwykłem pomijać. Nie żebym nie szanował tej piosenki jako ładnego przerywnika, ale jest mi na tym albumie zupełnie niepotrzebny. Tym bardziej przed utworem Porch. Choć subiektywnie jest poza podium mojego PJ-Topu, to z jakiegoś powodu właśnie tej piosenki słucham najczęściej. Prawdopodobnie to przez jej dosyć imprezowe brzmienie i ogromną energię w samej końcówce. To jednak najbardziej post-grungowy numer na płycie, brzmiący jak typowy radiowy singiel. Nieco nie pasuje do tego konkretnego albumu, ale przynajmniej jest bardzo dobry i po części zapowiada brzmienie zespołu na kolejnym krążku.

Końcówka płyty jest jednak bardzo depresyjna. Garden to kolejna świetna kompozycja. Tekst, melodia, muzyka, klimat - wszystko się tu zgadza. Deep to z kolei zupełnie inna bestia. Tutaj tak jakby nic się nie zgadza, wielki chaos wprowadzający słuchacza w inny stan.

Dlatego też wytchnienie, jakim po tym utworze staje się Release smakuje jeszcze lepiej. Jeden z najbardziej osobistych utworów w historii, niezwykle wzruszający, a co najmniej poruszający, pełen napięcia i czułości. To tutaj uświadamiam sobie, że życie Eddiego Veddera i jego droga do nagrania tego albumu jest dobrym materiałem na świetny film. Ten nie jest jednak nikomu potrzebny, bo każdy może sobie w głowie skleić własny, słuchając tej płyty.

---

Ten to płyta na dziesiątkę dla każdego fana zespołu. Takiego materiału Pearl Jam już później nie nagrał. Debiutancki krążek brzmi dziś na tle pozostałych jak wyciągnięty z zupełnie innego świata. Jednorazowy egzemplarz.

I dla mnie również jest to fenomen. Kopalnia utworów, które pomimo lat wciąż smakują bardzo dobrze i nigdy się nie znudzą. Bezwzględne 10/10.

Pearl Jam - TEN 10/10
1. Once 10/10
2. Even Flow 5/10
3. Alive 9/10
4. Why Go 8/10
5. Black 9/10
6. Jeremy 10/10
7. Oceans 5/10
8. Porch 10/10
9. Garden 8/10
10. Deep 6/10
11. Release 9/10

---

Wśród bonusów w wersji europejskiej znajduje się również utwór Dirty Frank. Choć klimatem zupełnie nie pasuje do Ten, to wciąż bardzo fajna, luźna piosenka z funk-rockowym charakterem. Stylistycznie przypomina Walk This Way grupy Aerosmith. Bardzo lubię ten kawałek, tak właściwie... od dłuższego czasu to mój budzik Icon_biggrin

Warto też wspomnieć o występie Pearl Jamu na MTV Unplugged, na którym grano przede wszystkim utwory z płyty Ten. To jak często katuję ten występ tylko potwierdza, że te piosenki mi się po prostu nie nudzą i zawsze ich słuchanie/śpiewanie sprawia mi bezgraniczną radość.

Radio Epsilon
22.01.2018 07:37 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
kajman Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 13,910
Dołączył: Jun 2007
Reputacja: 11
Post: #11
RE: Albumy EVENa
Nie podzielam fascynacji tą płytą. Jak napisałem na innym forum:
kajman napisał(a):uważam ją za przeciętną z jednym bardzo dobrym utworem.
Dodam jeszcze, że z jednym bardzo słabym, którym jest Black. A ten bardzo dobry to Oceans, który jak widzę Tobie nie pasuje.
22.01.2018 08:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
EVENo Offline
Dzień bez Oriona dniem straconym
****

Liczba postów: 269
Dołączył: Sep 2017
Reputacja: 0
Post: #12
RE: Albumy EVENa
>>> GRZYBY NIEJADALNE
Bon Jovi - WHAT ABOUT NOW


Nie byłbym sobą, gdybym od czasu do czasu sobie nie ocenił jakiegoś albumu, który kojarzy mi się z waleniem się pięścią po ryju, połykaniem cuchnącego moczem piasku lub wbijaniem sobie gwoździ w... Okej, już jest wystarczająco niesmacznie. Ale spokojnie, zaraz będzie jeszcze gorzej.

What About Now to idealny album na rozpoczęcie serii Grzybów Niejadalnych. Można wręcz powiedzieć, że w dniu jego wydania, Bon Jovi oficjalnie przestało być moim ulubionym zespołem i od tamtej pory spada w tej klasyfikacji, nie mając zbyt wielkich nadziei na odbicie się. Wszystko to zawdzięczamy przede wszystkim panu Shanks. O nim jednak później.

Nie jest niczym dziwnym, że zespół Bon Jovi przez lata zmieniał styl i jednym mogło się to podobać, innym nie. Dla mnie nie było niczym tragicznym, że nowa twórczość Jona i spółki nie równa się z tą z lat 80. i 90., bo wciąż była to muzyka świeża i dobrze się jej słuchało. Album Have A Nice Day z 2005 roku miał swoich przeciwników, ale mnie się spodobał. Miał zachęcający materiał, fajną promocję i okazywał emocje. Po nim przyszedł czas na eksperyment w postaci płyty Lost Highway. Był to album w stylu country, który miał być tylko chwilowym skokiem w bok. W 2009 roku zespół powrócił z płytą The Circle. Ta była średnia, prezentowała dosyć nudny styl, ale mimo to słuchało się jej nieźle.

Fani nie chcieli jednak, aby kolejny twór Bon Jovi brzmiał jak "Cyrkiel". Chcieli czegoś nowego, czegoś co zaskoczy i pobudzi apetyty. W styczniu 2013 roku światło dzienne ujrzał singiel Because We Can.

Są trzy emocje świadczące o słabym poziomie muzyki. Jeśli nudzi, jeśli irytuje i jeśli... śmieszy. Premiery utworu Because We Can nie zapomnę nigdy, bo w dotychczasowym życiu chyba tylko premiera Shreka rozśmieszyła mnie bardziej. Piosenka kompletnie zniszczyła moje nastawienie do nowej płyty. Sytuację podgrzał fakt, że singiel był bardzo natarczywie promowany. Doczekał się czterech teledysków, opowiadających jedną historię. Serio. Pomijając już fakt, że videoklipy te były na bardzo mizernym poziomie (ratowały je wyłącznie seksowne striptizerki), to sam fakt, że wydano cztery różne teledyski do jednej piosenki jest wręcz niewytłumaczalny. Normalnie historia ta zostałaby przedstawiona w czterech teledyskach do czterech różnych piosenek, ale nie - album What About Now był promowany jednym, beznadziejnym singlem, który wydano cztery razy.

A potem było tylko gorzej. Pozostałe piosenki na płycie okazały się być kompletnie bez polotu, a jeśli już miały w sobie coś, co mogłoby się spodobać, dobre wrażenie było partolone przez słabą produkcję, płaskie brzmienie instrumentów lub wokal przepuszczony przez jakąś elektronikę. Nie przypadkowo w trakcie trasy koncertowej promującej What About Now, z zespołu odszedł Richie Sambora, gitarzysta kapeli. Jego praca w nowych piosenkach sprowadzała się do grania niczego, a coraz więcej do powiedzenia w procesie tworzenia miał nie on, a John Shanks, producent zespołu.

I to właśnie John Shanks regularnie, krok po kroku, wbija kolejne gwoździe do tej trumny. Myślicie, że muzyka Bon Jovi zawsze była płytka? Shanks udowodni, że może być jeszcze bardziej. Jeden z moich forumowych kumpli powiedział kiedyś, że zespół, który kiedyś wyznaczał trendy, teraz stara się je nieudolnie dogonić. Zaślepieni fani nie widzą różnicy i kupują wszystko, ale dla wielu era Shanksa to koniec miłości do tego zespołu.

Być może staram się teraz wytłumaczyć coś bardzo złożonego, niewtajemniczeni mogą nie zrozumieć, ale w dużym skrócie - w niektórych kręgach fanów Bon Jovi nie mówi się o Shanksie jako producencie, a kochanku lidera zespołu. Jon przylepił się do niego i pozwala mu staczać jego własną markę na dno. Tymczasem Shanks staje na scenie w miejsce Sambory, jako prawa ręka Jona i udaje gwiazdę rocka, którą nie jest. Czy to jeszcze cyrk, czy już kabaret? A może coś pomiędzy - występ klaunów! Klaun - tego słowa szukałem. Pięć lat po wydaniu What About Now, w końcu wiem jak opisać dzisiejsze Bon Jovi.

Może jednak skończę już ten emocjonalny wykład, a przejdę do rzeczy, czyli suchego oceniania materiału. Najgorszego materiału w historii. Gotowi? Jedziemy.

1. Because We Can
To jeden z tych memicznych wręcz utworów, które są tak złe, że aż dobre. 11/10

2. I'm with You
Potencjał na rewelacyjną piosenkę zmarnowany przez dziwne zabiegi w produkcji. Głos Jona brzmi tu tak nienaturalnie... jak jakiś robot. Gitary mogły być mocne, ale zamiast tego robią tylko szum, ale uwierzcie mi, to i tak jeden z najlepszych punktów na płycie. 5/10

3. What About Now
Piosenka ta była niby drugim singlem, ale nie była w ogóle promowana. Mimo to, ukazała się przed premierą albumu i dała nadzieję, że może być całkiem nieźle. Bo to jest całkiem niezłe, jest jakaś fajna wstawka gitarowa, niezła melodia, ładny tekst, spójna kompozycja. 6/10

4. Pictures of You
Wiem, że nikomu z Was to nic nie powie, ale to jest właśnie jeden z tych utworów, w których nie słyszę nic, poza Shanksem. Typowy potworek. 2/10

5. Amen
Jonowi zachciało się zrobić własne "Hallelujah" i wyszło mu... całkiem całkiem. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten kawałek, od razu musiałem sprawdzić jak wokalista wykonuje to na żywo i skończyło się tak jak myślałem. O ile pierwsze "Amen" wyciągnął dobrze i czysto, tak drugie brzmiało jak karykatura. Jon od pewnego czasu tak już ma. Potrafi w jednej chwili zaśpiewać coś ponad swoje możliwości, a w drugiej fałszować przy najprostszym do wykonania wersie. Amen ma klimat i w pojedynkę radzi sobie nieźle, jako ciekawostka. 6/10

6. That's What the Water Made Me
Dobry, energiczny utwór, przypominający lepsze lata kapeli. Nie zepsuty do reszty i zachęcający do zabawy. Zapamiętywalny i łatwy do zanucenia. Komplementuję go jak nie wiem, a to tylko 6/10

7. What's Left of Me
Tragedia. 2/10

8. Army of One
Tragedia. 2/10

9. Thick as Thieves
Dobra ballada z fajnym tekstem i szczyptą emocji. Jeden z tych kawałków, do którego wyraźnie się przyłożono i nie wydano na zasadzie "Dawno nie napisałem piosenki, daj kartkę i ołówek, zrobię coś na kolanie". Tu był pomysł, powiedzmy - wena. 6/10

10. Beautiful World
Tragedia. 2/10

11. Room at the End of the World
Tragedia. 1/10

12. The Fighter
Tragedia. 1/10

Jeszcze są bonusy. What About Now wydano w kilku edycjach (japońskie, specjalne, jakieś bonusy dla użytkowników iTunes itp. itd.). Pozostałe piosenki to albo takie same smęty lub szumowiny co najgorsze odpady z głównej tracklisty, albo próby podbicia dyskotek. Ani jednego, ani drugiego nie chce mi się komentować.

Wybaczcie dosyć chaotyczne podejście do tematu tego albumu i zaledwie garstkę informacji na jego temat, ale na innych forach pisałem na temat tej kupy już tak dużo, że ciężko mi to uzbierać w logiczną całość. Następnym razem skosztuję grzyba, o którym wiem nieco mniej i do którego podchodzę z mniej emocjonalnymi wspomnieniami.

Radio Epsilon
08.02.2018 11:25 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Artur.O Offline
jestem fajny
*****

Liczba postów: 3,095
Dołączył: Jun 2011
Reputacja: 4
Bebo Facebook Flickr Last.fm LinkedIn MySpace
NK.pl Twitter YouTube
Post: #13
RE: Albumy EVENa
"Ten" to oczywiście klasyk, jedna z pierwszych "wielkich" rockowych płyt jakie się słyszało, chociaż nigdy nie podobała mi się druga połowa tej płyty (ta od "Oceans" właśnie), jakby za bardzo powtarzali schematy postawione chwilę wcześniej. Mimo to najlepsza płyta zespołu, który potem co prawda zmieniał styl kilka razy ale nigdy się nie rozwinął jeśli chodzi o piosenkopisarstwo.
Najnowsza płyta Bon Jovi to bez słuchania wiem, że szkoda na nią czasu. Icon_wink

http://rateyourmusic.com/~Szysza32
09.02.2018 10:02 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości