Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Świat Według Gasparda
Recenzje, felietony i wszystko, co wpadnie mi do głowy
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #1
Świat Według Gasparda
Witam wszystkich!
Zauważyłem, że ten dział od dawna świeci pustkami, więc postanowiłem tchnąć w niego życie i rozpisać się trochę na temat tego, co aktualnie na rynku muzycznym mi się podoba i nie podoba.
Jeśli moja twórczość przypadnie Wam do gustu - będzie mi bardzo miło.
Jeśli nie - przepraszam za zmarnowanie kilku minut z Waszego życia.
Od razu uprzedzam, że moje prace nie są superprofesjonalne i prezentuję w nich tylko i wyłącznie SWOJĄ OPINIĘ. Ale chętnie podyskutuję z każdym, kto ma inne zdanie na dany temat niż ja.

Po tym przydługim wstępie nie pozostaje mi nic innego jak po prostu zaprosić Was do przeczytania recenzji zakupionego przeze mnie wczoraj albumu. Miłej lektury Icon_wink



RECENZJA

Anastacia - EVOLUTON


[Obrazek: Caught-in-the-Middle-Cover.jpg]

Gdyby ktoś zapytał mnie o najbardziej niedocenionego artystę wszech czasów, zdecydowanie wskazałbym Anastacię. Pomimo tego, że "I'm Outta Love" i "Left Outside Alone" zna duży procent przeciętnych słuchaczy popu to mało kto potrafi powiedzieć cokolwiek o ich autorce. I, niestety, nigdy nie będzie już miała okazji zawładnąć światowym rynkiem muzycznym. Od 2008 roku żaden jej singiel nie wszedł do Top10 w jakimkolwiek kraju. Żaden!
Anastacia jednak nie poddaje się i cały czas ciągnie karierę do przodu. Mało która artystka przeszła tyle co ona. Wygranie z rakiem to zdecydowanie jej największy życiowy sukces. Efektem tej walki był album "Resurrection", wydany w 2014 roku, promowany singlem "Stupid Little Things" (który, swoją drogą, uwielbiam i uważam za jeden z lepszych w jej dyskografii). Od tamtego czasu artystka wydała jeszcze dwa albumy live i składankę największych hitów. O jej nowym albumie mówiło się od dawna, ale dopiero w lipcu mogliśmy usłyszeć pierwszy singiel. Poprawny popowy numer, w którym jednak czegoś brakuje. Liczyłem, że na nowym krążku znajdę dużo lepsze piosenki. Niestety nie.
Po otwierającym album lead singlu czeka nas nudny "Redlight" i podobnie mało interesująca "Stamina". Oba utwory najchętniej wywaliłbym na deluxe'a (gdyby takowy istniał) albo chociaż umieścił na końcu krążka. Ciekawie zaczyna dziać się dopiero w utworze numer cztery ("Boxer"), który dzięki świetnym chórkom, ciekawej melodii i bardzo mocnemu refrenowi zdecydowanie wyróżnia się spośród innych utworów na albumie. Potem, niestety, znowu zwalniamy i znowu dostajemy balladę, która, pomimo tego, że jest bardzo ładna, skutecznie gasi cały ogień, który pojawił się po przesłuchaniu poprzedniego utworu. Ech, kto układał tracklistę?!
Kolejnym mocnym punktem krążka jest utwór numer sześć, czyli "Nobody Loves Me Better", którego największą zaletą jest wpadający w ucho refren. Niestety, pomimo tego, że jest naprawdę dobry to jest zbudowany na tym samym schemacie co lead singiel i co najmniej trzy inne kawałki z albumu, czego konsekwencją jest to, że po pierwszych przesłuchaniach mam problemy z ich rozróżnieniem. To chyba największa wada tego albumu - powtarzalność. Po dwóch szybszych utworach czekają nas dwie ładne ballady, czyli "Before" i "Pain". Na plus mogę zaliczyć bardzo ładną warstwę tekstową.
Gdybym miał wskazać utwór, który powinien być kolejnym singlem, wahałbym się pomiędzy wcześniej wspomnianym "Boxer", a znajdującym się pod koniec "Boomerang" (spokojnie, jest dużo lepszy od ostatniego koszmarku autorstwa Ewy Farnej). O dziwo, największą jego wadą jest słaby refren. Za to zwrotki są idealne.
Podsumowując - otrzymaliśmy poprawny album, który nie jest może niczym odkrywczym, ale zdecydowanie nada się, kiedy chcemy zrelaksować się przy muzyce w deszczowe, niedzielne popołudnie. Nie wróżę mu światowego sukcesu i wątpię by którykolwiek ze znajdujących się tu utworów został większym hitem, ale mimo to wierni fani Anastacii mogą poczuć się zadowoleni.

OCENA: 5/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Caught in the Middle", "Boxer", "Nobody Loves Me Better", "Boomerang", "Higher Livin"
NAJGORSZE UTWORY: "Redlight", "Stamina", "Why"
16.09.2017 02:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 10,942
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #2
RE: Świat Według Gasparda
Dzięki za ciekawą recenzję.
JA przeczytałem z przyjemnością.
Ocena "5" nie zachęca do posłuchania. "Caught In the Middle" nie jest najgorsze, ale Anastacia straciła tę świeżość w swojej muzyce, która pozwalała jej świecić sukcesy 15 lat temu.
18.09.2017 05:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
adikman Offline
Użytkownik
***

Liczba postów: 96
Dołączył: Aug 2017
Reputacja: 0
Post: #3
RE: Świat Według Gasparda
Napiszesz recenzję nowej Taylor Swift, gdy się już ukaże?
18.09.2017 05:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
AKT! Offline
jegomość
*****

Liczba postów: 18,009
Dołączył: May 2008
Reputacja: 8
Post: #4
RE: Świat Według Gasparda
napisz recenzję taylor!

co do anastacii -- nie wiedziałem, że jeszcze próbuje

— ——————
—— ——— ——————
————— ———————
————
— ————— — ——
———
22.09.2017 12:29 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #5
RE: Świat Według Gasparda
Przede wszystkim dziękuję Tomkowi za miły komentarz. Chociaż złota era Anastacii to raczej 2004-05 niż 2000 Icon_wink

(18.09.2017 05:25 PM)adikman napisał(a):  Napiszesz recenzję nowej Taylor Swift, gdy się już ukaże?
Na pewno (zwłaszcza, że mam zamiar dodać ją do mojej muzycznej biblioteczki). Bardzo chętnie przyjmę każdą propozycję zrecenzowania jakiegoś albumu (o ile nie będzie to jakaś superultraalternatywa) Icon_razz

Miałem wstawić dzisiaj recenzję ostatniej Perry, ale nowe wydawnictwo Fergie zmusiło mnie do zmiany planów. Kaśka za tydzień, a my zajmiemy się pastwieniem nad wokalistką Czarnych Groszków Icon_wink


RECENZJA

Fergie - DOUBLE DUTCHESS


[Obrazek: AF8yA6e.jpg]

Zakładam, że nie jestem jedyną osobą, która kiedyś uwielbiała The Black Eyed Peas. "Elephunk" jest ich najlepszym albumem i jednym z lepszych poprzedniej dekady. Przy "Monkey Business" ich poziom znacznie spadł. Gdy miałem nadzieję na wydanie kolejnego albumu przez grupę, świat obiegła szokująca informacja - Fergie wydaje solowy krążek. Można określić go jednym słowem - przebojowy. Pomimo przeważającego R&B i hip-hopu, największą karierę zdecydowanie zrobiła ballada "Big Girls Don't Cry", która do dziś jest najbardziej rozpoznawalnym utworem Stacy
Potem nastała długa cisza w solowej karierze Fergie. Dopiero w 2013 artystka pojawiła się na soundtracku do Wielkiego Gatsby'ego z genialnym (moim zdaniem) utworem, który w świetny sposób łączy ze sobą hip-hop, elektronikę i swing. Niestety, nie pojawił się na chociażby deluxe lub jakiejś innej superplatinum wersji. Za to pod numerem jedenaście znajdziemy wydany prawie trzy (!) lata temu "L.A.LOVE", który pełni rolę pierwszego singla zapowiadającego album. Utwór jest poprawny i osadzony w klimatach typowych dla Fergie, ale mimo to przeszedł jakoś bokiem, jedynie w UK docierając do miejsca trzeciego. Pomimo, że album wyciekł do internetu kilka tygodni temu to oficjalnie został wydany dopiero w piątek, czyli ponad 11 lat po "The Dutchess". Czy warto było czekać? Czy Fergie nas czymś zaskoczy? Zaraz zobaczymy.
Gdy usłyszałem pierwsze dźwięki albumu, zdębiałem. Przepiękne dźwięki, mocny bit, zdecydowanie działają na plus tego kawałka. Nawet rap, który w otoczeniu innych dźwięków uznałbym za beznadziejny, tu brzmi świetnie. Jedynym problemem jest tutaj mega wkurzający Rick Ross, który w ogóle tu nie pasuje i brzmi wyjątkowo paskudnie. Po usunięciu go, otrzymalibyśmy bardzo przyjemne intro. Drugi utwór ("Like it Ain't Nuttin'") brzmi dosyć zwyczajnie i nie wyróżnia się niczym, oprócz dobrego bitu. Dużo lepiej jest w "You Already Know". Nicki po raz pierwszy od dawna naprawdę dobrze tutaj pasuje i brzmi świetnie razem z Fergie. Zdecydowanie powinny więcej nagrywać razem.
Jednym z najmocniejszym punktów albumu jest bardzo przyjemne "Just Like You" ze świetnym refrenem i dobrze brzmiącymi zwrotkami (idź w tym kierunku, Fergie). Dużym zaskoczeniem jest "A Little Work" pod numerem pięć. Gdyby dodać pianino, byłaby z tego bardzo ładna ballada. Chociaż w obecnej wersji, brzmi bardziej nowocześnie. Na plus również głos Fergie, który pasuje tu idealnie i pod koniec utworu wyraźnie słychać jego moc. Następnie dostajemy kolejny wolniejszy kawałek ("Life Goes On"), który pomimo, że jest przyjemny dla ucha, cały czas sprawia wrażenie jakby mu czegoś brakowało.
I teraz czas na tradycyjne narzekanie na tracklistę. Który cymbał, wrzucił chyba najbardziej dynamiczny kawałek ("Milf Money") pomiędzy wolne, spokojniejsze utwory?! Beznadziejne posunięcie! Najchętniej przeniósłbym go gdzieś na początek, najlepiej pomiędzy "Like it Ain't Nuttin'", a "You Already Know".
Teraz dobra wiadomość dla wszystkich fanów delikatnej i wrażliwej Fergie - doczekaliśmy się drugiego "Big Girls Don't Cry". "Save it Til Morning" jest zdecydowanie najlepszym utworem na albumie i jednym z najlepszych w karierze Stacy. Do tego piękny klip (Fergie do twarzy w rudych włosach i retro kostiumach). Proszę, niech zostanie singlem. Myślę, że radia by go polubiły.
Kolejne utwory są dosyć przeciętne i ciekawie robi się dopiero przy "Love is Blind". Przyznam się, że retro stylistyka bardzo mi się podoba. Jedyną wadą utworu jest długość. Pięć i pół minuty to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza, że od czwartej praktycznie nic się nie dzieje.
Bardzo przyjemnym zakończeniem albumu jest kolejna przepiękna ballada - "Love is Pain". Tym razem otrzymujemy znowu pięć minut, ale mijają one zdecydowanie za szybko. Gitarowe riffy + mocny głos Fergie + przepiękny tekst = jeden z najlepszych utworów w jej dyskografii.
Podsumowując - Fergie nagrała naprawdę dobry, nowocześnie brzmiący album. Jeśli ktoś lubi takie klimaty - krążek na pewno mu się spodoba. Osoby, które wolą ambitniejszą muzykę niż mleczno-mamuśkowe pieniążki, też znajdą coś dla siebie, więc chyba osiągnęliśmy kompromis. Mam nadzieję, że na kolejny krążek nie będziemy musieli czekać aż tak długo Icon_wink


OCENA: 7,5/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Just Like You", "A Little Work", "Save it Til Morning", "Love is Pain"
NAJGORSZE UTWORY: "Like it Ain't Nuttin'", "Milf Money", "Tension"
24.09.2017 04:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
prz_rulez Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 14,792
Dołączył: Jun 2007
Reputacja: 3
Post: #6
RE: Świat Według Gasparda
Gaspard napisał(a):doczekaliśmy się drugiego "Big Girls Don't Cry"
Ja bym może nie przesadzał, ale w porównaniu do reszty singli z albumu zdecydowanie na plus.

Pan Kiełbasa Plebs.
24.09.2017 04:31 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 10,942
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #7
RE: Świat Według Gasparda
Gaspard napisał(a):Chociaż złota era Anastacii to raczej 2004-05 niż 2000
W 2000 nagrała "I'm Outta Love", rok potem było "Paid My Dues" - według mnie to jej największy hity i wtedy była na samym szczycie.

Gaspard napisał(a):Bardzo chętnie przyjmę każdą propozycję zrecenzowania jakiegoś albumu (o ile nie będzie to jakaś superultraalternatywa)
No to mogę Ci zadać nową Lorde - moim zdaniem najciekawsza muzycznie popowa (?) płyta tego roku.

Co do Fergii - ocena 7,5 to chyba lekkie przegięcie. Od razu zaznaczam, że płyty nie znam, przesłuchałem pobieżnie to, co wrzucał Szymek do działu z nowymi singlami i śmiem twierdzić, że Fergie już się skończyła i solowo nie ma nic do powiedzenia.

Jej solowy debiut sprzed 11 lat dawał nadzieję na nową jakość w muzyce pop - tym albumem niestety potwierdza, że nawet prowokacje nie pomogą, gdy nie stoi za nimi dobra muza.
24.09.2017 04:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
prz_rulez Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 14,792
Dołączył: Jun 2007
Reputacja: 3
Post: #8
RE: Świat Według Gasparda
"Left Outside Alone" poradziło sobie najlepiej na świecie pod względem pozycji. No, może poza USA (taki paradoks, w ojczyźnie słabo zaistniała...).

Tomekk napisał(a):Jej solowy debiut sprzed 11 lat dawał nadzieję na nową jakość w muzyce pop
Jakoś tego nie czułem. "London Bridge" pojawił się u mnie na chwilę", "Big Girls Don't Cry" doceniłem po latach, no ale na pewno nie sądziłem, że to jakaś nowa jakość Icon_lol

Pan Kiełbasa Plebs.
24.09.2017 05:16 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 10,942
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #9
RE: Świat Według Gasparda
prz_rulez napisał(a):no ale na pewno nie sądziłem, że to jakaś nowa jakość
hmm, Fergalicious, "Glamorous" - ja wtedy byłem pod wrażeniem każdego singla. A "Big Gitls Don't Cry" było wisienką na torcie.
24.09.2017 05:20 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
adikman Offline
Użytkownik
***

Liczba postów: 96
Dołączył: Aug 2017
Reputacja: 0
Post: #10
RE: Świat Według Gasparda
Też byłem pod dużym wrażeniem tej płyty, Tomku. Nie był to może pop pierwszej klasy, ale w swojej komercyjnej lidze co najmniej słuchalny i w jakiś sposób ekscytujący swoim rozmachem. Nowa płyta gdzieś przechodzi obok nas, jak setki podobnych produkcji. Niestety jest bardzo słaba z wyjątkiem singla z Nicki.
24.09.2017 06:43 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #11
RE: Świat Według Gasparda
RECENZJA

P!nk - BEAUTIFUL TRAUMA


[Obrazek: beautiful-trauma-5996f235aefa8.jpg]

Nowy album P!nk był jednym z moich najbardziej oczekiwanych krążków roku (zaraz obok Evanescence i Xtiny, która chyba znowu zapomniała, że jest piosenkarką). Od wydania "The Truth About Love" wokalistka objechała świat podczas swojej szóstej trasy koncertowej, wydała dwa utwory, urodziła drugie dziecko i w końcu rozpoczęła pracę nad kolejnym albumem.
Pierwszy singiel, którym została elektroballada "What About Us" nieco mnie zaskoczył. Spodziewałem się jakiegoś mocnego uderzenia w stylu "So What" lub "Blow Me", a tu niespodzianka. I dobrze! To tylko pokazuje, że P!nk jest w pełni dojrzałą, świadomą okrutności świata kobietą. Miała już oczywiście "Don't Let Me Get Me", "Dear Mr. President" i "Stupid Girls", ale tym razem przeszła samą siebie. Gratulacje, Ala. Zachęcony lead singlem i przekonany o geniuszu muzycznym P!nk, pognałem dziś rano do Empiku i kupiłem właściwie w ciemno. Czy było warto?
Album otwiera przyjemny, wpadający w uchu tytułowy utwór, do którego wczoraj zaprezentowano taneczny teledysk. Typuję na jeden z przyszłych singli, bo tkwi w nim potencjał. Przy utworze numer dwa następuje totalna zmiana klimatu. P!nk powraca do klimatów z "Try This" i "I'm not Dead", czyli do dobrego, starego R&B. Do współpracy po raz kolejny bierze sprawdzonego Eminema (jeśli się nie mylę to już chyba ich trzecia współpraca). Muszę ich pochwalić za to, że świetnie brzmią w duecie. No i tekstowo jest świetnie. Gdy wybrzmiewa ostatnia nuta "Revenge", klimat znów zmienia się na popowy i słyszymy wydany wcześniej jako singiel promocyjny kawałek "Whatever You Want", który również ma potencjał na kolejny singiel. O "What About Us" już mówiłem - mistrzostwo. Następny utwór, czyli "But We Lost It", mógłby spokojnie znaleźć się na "Funhouse" - bardzo podobny klimatycznie do ballad z tamtego krążka. Kolejna pozycja na krążku zaczyna się spokojnie, ale mocniejsze dźwięki pojawiają się przy drugim refrenie. Dodatkowo ponownie dostajemy świetny tekst. Pod numerem siedem kryje się przyjemne "Where We Go?", a pozycję dalej "For Now" z powolnymi, nieco nudnymi zwrotkami i potężnym refrenem. Odwrotną sytuację mamy natomiast w "Secrets" - świetne zwrotki i refren, który mógłby być lepszy i wydaje się nieco niedopracowany. Ostatecznie jest to jeden z lepszych kawałków na krążku, ale cały czas czegoś mi w nim brakuje. Słabym utworem na pewno jest "Better Life", o którego brzmieniu zapomniałem zaraz po jego zakończeniu. Na szczęście zaraz potem dostajemy świetne "I Am Here", które cały czas chodzi mi po głowie. Już sobie wyobrażam jakiś ciekawy klip. Jeśli chodzi o dwa, ostatnie kawałki to tu szału nie ma - typowe ballady w wykonaniu P!nk.
Podsumowując - dostaliśmy naprawdę dobry, nowocześnie brzmiący album, który można spokojnie postawić na półce obok poprzednich krążków Alice. Moim zdaniem, dostaliśmy trochę za dużo smętnych ballad. Zdecydowanie wolę "różową" w nieco mocniejszej wersji (np. "What About Us"). No i szkoda, że nie mamy tu żadnych rockowych akcentów, tak charakterystycznych dla P!nk. Mam nadzieję, że album będzie mocno promowany, a na następny nie będziemy musieli tyle czekać Icon_wink


OCENA: 8,5/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Beautiful Trauma", "Whatever You Want", "What About Us", "Secrets", "I Am Here"
NAJGORSZE UTWORY: "Better Life", "You Get My Love"
14.10.2017 02:43 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 10,942
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #12
RE: Świat Według Gasparda
Ależ wysoka nota dla nowej Pink Icon_eek
Mi "What About Us" podobało się, utwór tytułowy bardzo się podoba. Natomiast Whatever You Want mimo kilku przesłuchań, niestety do mnie nie trafia.

Szkoda mi najbardziej, że nie ma tu rockowych akcentów, jeśli jest tak jak piszesz...
15.10.2017 06:04 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #13
RE: Świat Według Gasparda
RECENZJA

Rachel Platten - WAVES


[Obrazek: 57RpMMR.jpg]

Rachel na rynku muzycznym działa od prawie 10 lat, ale dopiero w 2015 roku dzięki utworowi "Fight Song" zyskała większą popularność. Na fali sukcesu jej walecznego hymnu wydała EPkę, a potem zapowiedziała wydanie długogrającego albumu. "Wildfire" nie było niczym nowym w świecie popu, ale dzięki swojemu marzycielskiemu klimatowi i pięknemu głosowi Rachel, krążek wyróżnił się w tłumie i wracam do niego bardzo często. Na początku tego roku Platten ogłosiła, że pracuje nad jego następcą. Prace zakończyły się dosyć szybko, bo już pod koniec sierpnia mogliśmy usłyszeć pierwszy singiel, czyli utwór "Broken Glass". Przyznam się, że mam do niego mieszane uczucia. Z jednej strony jest przyjemny i spełnia wymagania radiowego popu, ale z drugiej ... nie ma w nim niczego wyjątkowego. Gdyby został czwartym czy piątym singlem, w porządku. Ale pierwszym? Odpalając album po raz pierwszy byłem pełen obaw. Czy słusznie?
Krążek otwiera, wybrany jako pierwszy singiel promocyjny, utwór "Perfect for You". Niestety, brzmi on jak kopia "Attention" Charliego Putha i "Bad Liar" Seleny Gomez. Na ostatnim albumie też mieliśmy kilka podobieństw, ale tutaj bit w refrenie jest taki sam jak u Charliego. Sam kawałek jest naprawdę dobry, ale ten plagiat aż razi w uszy. Niezbyt dobry materiał jak na prawdopodobny przyszły singiel. "Whole Heart" zaczyna się interesująco, ale przy refrenie widzę spore podobieństwo do "Speechless" z "Wildfire". Nie jest to w tym przypadku wada, bo sam utwór jest bardzo dobry, ale czuję ten lekki brak pomysłu i kopiowanie tego co już było. Opublikowane tydzień temu "Collide" jest po prostu nijakie, a następujące po nim "Keep Up" - strasznie dziwne. To ciągle powtarzanie i wstawianie jakiś irytujących dźwięków, sprawia, że po dwóch minutach przełączam dalej.
No cóż, minęło pięć utworów, a dalej nic mnie nie powaliło - to niezbyt dobrze świadczy o nowym wydawnictwie Rachel. Właściwie, pierwszym utworem, który mnie zainteresował jest "Shivers" pod numerem sześć. Tutaj też wydaje mi się, że gdzieś to już słyszałem, ale nie jest to tak oczywiste jak w "Perfect for You". Niestety, zaraz potem dostajemy "Labels" z refrenem wypchanym bardzo irytującymi dźwiękami, za co automatycznie dostaje ode mnie złą notę. Bardzo przyjemnie zaczynało się "Loveback" i miałem nadzieję na jakąś ładną balladę w stylu "Superman" z poprzedniej płyty, ale przy refrenie, niestety, znowu pojawia nam się elektoniczna papka.
I potem wchodzi "Hands". Piękna ballada z pięknym tekstem lśni wśród innych utworów na płycie. Ciekawym rozwiązaniem jest wstawienie krótkich fragmentów, które brzmią jak nagrania poczcie głosowej. Po prostu cudo.
O dziwo, końcówka albumu brzmi dużo lepiej niż jego wcześniejsza cześć. "Fooling You' spokojnie mogłoby zostać kolejnym singlem, a "Good Life" brzmi naprawdę interesująco. Nie jestem tylko przekonany do zamykającego album "Grace", ale i tak brzmi dużo lepiej niż większość tego co dostaliśmy wcześniej.
Krótkim słowem podsumowania - album sprawia wrażenie zrobionego na kolanie na tydzień przed premierą. Rachel mogła sobie wziąć na wstrzymanie, dopracować krążek bardziej i wydać go dopiero w przyszłym roku. Niestety, jestem rozczarowany i mam nadzieję, że do następnego albumu przyłoży się nieco bardziej...


OCENA: 3,5/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Perfect for You", "Shivers", "Hands", "Fooling You"
NAJGORSZE UTWORY: "Collide", "Keep Up", "Labels", "Loveback"
29.10.2017 01:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 10,942
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #14
RE: Świat Według Gasparda
Już chyba nic z tej Rachel nie będzie, a szkoda, bo takie "Stand By You" zrobiło swojego czasu dużo szumu i wszystkim wydawało się, że Rachel zawładnie sceną pop na dłużej. Co do "Broken Glass" mam podobne odczucia jak Ty, z tym, że mnie nawet nie ciągnie do poznawania całego albumu "Perfect For You" jest w porządku, ale jeśli to mają być wizytówki jej nowego wydawnictwa, to raczej nie najlepiej to wróży.
29.10.2017 02:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #15
RE: Świat Według Gasparda
RECENZJA

Natalia Nykiel - DISCORDIA


[Obrazek: 40VdywC.jpg]

Scena popowa na polskim rynku muzycznym jest, lekko mówiąc, niezbyt pociągająca. Artyści z mocnymi, dobrymi głosami marnują się w kiepskich, nudnych utworach, inni idą w straszne dziwactwa, a jeszcze inni chowają swoją muzykę w piach i istnieją tylko jako celebryci. Na szczęście jest jeszcze kilku młodych uzdolnionych, którzy mają plan na swoją karierę. Jednym z takich obiecujących artystów jest właśnie Natalia Nykiel - dziewczyna która najpierw nie umiała być suką, potem światła tworzyły jej korytarze, a ostatnio ciągle miała ten spokój. Pomimo, że tekstowo stoi na poziomie Sarsy to muzycznie jest już w innej galaktyce. "Lupus" był zdecydowanie dobrym, nowoczesnym albumem. Czy "Discordia" będzie stała na równie wysokim poziomie?
Odpalam pierwszy utwór i już szok. Bardzo mocne elektroniczne dźwięki w połączeniu z jej wokalem dają wybuchową mieszkankę, która może zagrozić bezpieczeństwu parkietów na domówkach tej zimy. Gdyby zmienić język i wydać za oceanem, Natalia mogłaby liczyć na pierwszą pięćdziesiątkę Billboardu, gdzie ostatnio w modzie są utwory w tym stylu. Równie dobrze prezentuje się anglojęzyczne "Riki Tiki" (w duecie z jakimś Buniem, o którym nikt nic nie wie). Jednym z mocniejszych punktów albumu jest też "Total Błękit" pod numerem pięć (notabene, teledysk do niego ma pojawić się w sobotę). Na uwagę zasługuje głównie bardzo chwytliwy refren i (zaskoczenie) genialny bit. Czegoś tak dobrego od dawna nie słyszałem na polskiej scenie muzycznej. Jedyne do czego muszę się przyczepić to sam początek, który brzmi niemal identycznie jak wstęp do "Piece of Me" Britney Spears. Ale Natalii zostanie to wybaczone, bo w końcu "Blackout" to chyba najlepiej wyprodukowany album Brygidy.
Ciekawie zaczyna się "Post", które na początku uważałem za obiecującą balladę, ale przy refrenie znowu wjeżdżają elektroniczne dźwięki. Utwór sam w sobie jest dobry, ale chętnie usłyszałbym wersję akustyczną. No i jestem pozytywnie zaskoczony tekstem, stoi na naprawdę wysokim poziomie.
Ciekawym zabiegiem jest za to połączenie dwóch języków w "Give Me Some More". Jednak po upływie dwóch minut utwór zaczyna się niemiłosiernie dłużyć i aż prosi się, żeby go przełączyć.
Na albumie znajdziemy jeszcze dwa utwory w języku Shakespeare'a. Pierwszy z nich to spokojny "I'm Fine" w duecie z Igorem Walaszkiem, wokalistą zespołu Clock Machine. Niestety, Igora jest tu zdecydowanie za mało, ponieważ pojawia się tylko w końcówce. Zaciekawił mnie jego głos, który dobrze współgra z głosem Nykiel. Drugim jest świetne "The Lovers" na deluxie. Kompletnie nie rozumiem umieszczenia go tam, bo ta energiczna bomba to jeden z najlepszych utworów w jej karierze i myślę, że za granicą poradziłby sobie dobrze (może nawet lepiej niż u nas). No cóż, szkoda.
Gdybym miał wskazać najdziwniejszy kawałek na albumie, bez wahania wybrałbym "Staminę". Po męczących, powolnych zwrotkach nagle wjeżdża wyrwany z czapy, energiczny refren. Innym słabym punktem "Discordii" jest umieszczony na wersji deluxe "Nadmiar", który ciągnie się i ciągnie, a końca nie widać. Może gdyby go umieścić gdzieś na początku, byłoby po lepiej, ale po ponad pół godzinie elektronika zaczyna mnie już męczyć i desperacko oczekuję czegoś innego
Po przesłuchaniu całości muszę pochwalić Natalię za stworzenie czegoś rewolucyjnego w polskim popie. Album jest mistrzowsko wyprodukowany i na pewno znajdzie uznanie w szerokim gronie odbiorców muzyki elektronicznej. Jedyną jego wadą jest właściwie ... ta elektronika. Z jednej strony to dobrze, że krążek jest spójny i utrzymany w jednym stylu, ale z drugiej pojawia się to, co wspominałem wcześniej - pod koniec mamy już dosyć tych dźwięków i oczekujemy czegoś innego. Oprócz tego szkoda, że Natalia nie zaprosiła większej ilości gości do współpracy. Chętnie usłyszałbym ją w duecie z Dawidem Podsiadło albo dotychczasową królową polskiej elektreniki - Reni Jusis (ten duet musi się kiedyś wydarzyć, proszę). Mam nadzieję, że Natalia wypromuje wystarczająco ten album i życzę jej powodzenia w dalszych działaniach.


OCENA: 9/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Fala", "Total Błękit", "I'm Fine", "The Lovers"
NAJGORSZE UTWORY: "Stamina", "Nadmiar"
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2017 02:07 PM przez Gaspard.)
02.11.2017 02:06 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Tomekk Online
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 10,942
Dołączył: Aug 2008
Reputacja: 2
Post: #16
RE: Świat Według Gasparda
Wow, jaka wysoka nota.
Nie znam albumu, ale Twoja recenzja mnie zachęciła do odsłuchania.
Natalię lubię już od czasów "The Voice" ma ciekawy wokal i potrafi go używać. Do jej tekstów też nic nie mam, fakt mogłyby być lepsze, ale Natalia jest jeszcze młoda i na pewno się rozwinie w tym temacie. Muzycznie też jest bardzo fajnie, bo polskie wokalistki raczej uciekają od elektroniki.
Nowym singlem będzie chyba "Total błękit".
02.11.2017 03:43 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #17
RE: Świat Według Gasparda
(02.11.2017 03:43 PM)Tomekk napisał(a):  Nowym singlem będzie chyba "Total błękit"
Będzie na pewno, w sobotę teledysk Icon_wink
02.11.2017 04:41 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #18
RE: Świat Według Gasparda
Wiele osób prosiło o mnie o skrytykowanie najnowszego dziecka Taylor, ale z racji tego, że Swift obraziła się na streaming, zrecenzuję dopiero gdy będę miał możliwość przesłuchania.


RECENZJA

Demi Lovato - TELL ME YOU LOVE ME


[Obrazek: tell-me-you-love-me-59d23fa67f4b5.jpg]

Ze wszystkich gwiazdek wykreowanych przez Disneya w zeszłej dekadzie moją faworytką jest zdecydowanie Demi Lovato. Utalentowana amerykanka wielokrotnie dawała nam do zrozumienia, że ma w sobie potencjał na kolejną Christinę Aguilerę, tylko ... jej kompozycje były lekko mówiąc dosyć płytkie. Jednak po udanym "Confident" (niedostatecznie wypromowanym!) nabrałem nadziei na to, że panna Lovato w końcu wyda jakieś małe arcydzieło. Gdy Demi oświadczyła, że zamierza nagrać swój Stripped byłem w siódmym niebie. Zamarzył mi się nawet duet z Kryśką - taka współpraca obu paniom wyszłaby na dobre. Niestety, moje marzenie zostało zepsute przez koszmar zwany "Sorry not Sorry". O ile "Cool for the Summer" było naprawdę dobrym materiałem na letni, chwytliwy kawałek to "Sorry not Sorry" nawet mu do pięt nie dorasta. Kiepska melodia, tragiczny refren i marnowanie talentu - tymi trzema wyrażeniami mógłbym opisać ten singiel. Niestety, z tego co widać, fani Demi wolą tego typu kompozycje.
Kilka tygodni później Demi zapowiada album i wydaje tytułowy utwór na singiel promocyjny. Kompozycja stoi na dużo wyższym poziomie niż singiel tytułowy i spokojnie mogłaby się znaleźć na tak często wspominanym tutaj "Stripped". Z ballad dobre wrażenie robi też "You Don't Do It for Me Anymore", gdzie pani Lovato udowadnia na co ją stać, jeśli chodzi o wyciąganie wysokich dźwięków. Chciałbym zobaczyć występ z tym utworem na żywo.
Prawdziwa perełka jednak pod numerem szóstym. Utrzymane w stylistyce retro "Ruin the Friendship" to dokładnie to, czego oczekiwałem od Demi. Dojrzała, uwodzicielska kompozycja z ciekawym tekstem. I ta tuba (czy co to tam jest) w tle - rozpływam się.
Do listy dobrych utworów można też śmiało dopisać "Only Forever" wypełnione hipnotyzującymi elektronicznymi dźwiękami, które kojarzą mi się z ostatnimi poczynaniami Tove Lo. W podobnej stylistyce utrzymane jest "Lonely" z totalnie niepotrzebnym Lil Wayne'm. Do teraz uszy mi krwawią od ilości użytego na jego głosie auto-tune'a.
Bardzo ciekawą propozycją jest znajdująca się pod numerem dziewiątym power ballada "Cry Baby" z poruszającym tekstem. Mam nadzieję, że kompozycja ta zostanie jednym z kolejnym singli, bo sprawdziła by się w tej roli idealnie. Szczególnie z jakimś poruszającym teledyskiem.
Po przesłuchaniu całości jestem zaskoczony, że zdecydowaną większość stanowią ballady. Wyjątkiem od tej reguły są właściwie tylko pierwszy singiel, jego nieudana kopia, czyli "Games" i "Sexy Dirty Love". Na szczęście w odróżnieniu od wcześniej wymienionych, ten utwór to prawdziwa bomba i liczę na to, że zostanie singlem numer trzy z jakimś seksownym klipem. Czuć tutaj wyraźną inspirację Aguilerą.
I właściwie ... to koniec albumu. Znajdujące się na jego końcu utwory "Concentrate" i "Hitchhiker" niestety dużego wrażenia nie robią i uchodzą gdzieś bokiem. Otrzymaliśmy też edycję deluxe na której znajdują się jeszcze trzy inne utwory, czyli pierwszy singiel w wersji akustycznej i wydane wcześniej featuringi Lovato - "No Promises" autorstwa Cheat Codes w wersji akustycznej i "Instruction" Jaxa Jonesa. Muszę przyznać, że żywe instrumenty i gospelowy chór to dokładnie to, czego "Sorry not Sorry" potrzebowało. Brzmi miliard razy lepiej.
Wydana została jeszcze jedna wersja albumu, którą można kupić tylko w sklepach Target. Znajdują się tam dwie dodatkowe kompozycje. "Smoke & Mirrors" to chyba najlepszy utwór jaki Demi kiedykolwiek nagrała. Nie wiem który geniusz wywalił go na jakiś niedostępną dla większości słuchaczy edycję. Utwór jest tak poruszający, że pod koniec pojawiły mi się łzy w oczach, a to naprawdę nie zdarza się często. "Ready for Ya" jest nieco mniej przygnębiające, ale również mogłoby się z powodzeniem znaleźć na podstawowej wersji ze względu na ciekawy tekst i (oczywiście) piękny głos Demi. Idealnie sprawdza się jako zamknięcie albumu.
I przyszedł czas na podsumowanie, a ja nie wiem co powiedzieć. Chyba zaryzykuję stwierdzeniem, że jest to najlepsze co do tej pory Lovato wydała w karierze i jeden z najlepszych krążków tego roku. Gdyby nie paskudne "Sorry not Sorry" i "Games" dałbym bardzo wysoką notę. Niestety, ze względu na te dwa koszmarki muszę pozostać przy siódemeczce. Powodzenia w dalszej karierze, Demi i mam nadzieję, że duet z Christiną kiedyś dojdzie do skutku, a ty nie będziesz nagrywać już tak słabych utworów jak piosenka o przepraszaniu Icon_wink

OCENA: 7/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Tell Me You Love Me", ""Sexy Dirty Love", Ruin the Friendship", "Cry Baby", "Smoke & Mirrors"
NAJGORSZE UTWORY: "Sorry not Sorry", "Games"
11.11.2017 09:49 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Gaspard Offline
Stały bywalec
*****

Liczba postów: 999
Dołączył: Dec 2016
Reputacja: 0
Post: #19
RE: Świat Według Gasparda
RECENZJA

Taylor Swift - REPUTATION


[Obrazek: taylor_swift_1503507443_280.jpg]

Umówmy się, Taylor Swift ostatnio nie cieszy się najlepszą reputacją w muzycznej branży. Niegdyś grzeczna dziewczyna z sąsiedztwa, będąca wzorem dla amerykańskich nastolatek z dobrych domów w 2014 roku zaprezentowała się z zupełnie innej strony. "1989" okazało się komercyjnym strzałem w dziesiątkę i rozeszło się w ilości ponad 10 milionów egzemplarzy, co (jak na obecne czasy) jest niemal legendarnym osiągnięciem. Niestety, wraz z sukcesem komercyjnym przyszły również kłopoty w życiu prywatnym. Pudelki, Kozaczki, Hotploty i inne portale plotkarskie niemal codziennie pisały o podobno burzliwych relacjach Taylor z ukochanymi, przyjaciółmi i innymi osobami w branży muzycznej. Swift więc, po zakończeniu promocji "1989", po prostu zniknęła i tylko czekała na odpowiedni moment by powrócić z wielkim hukiem. I taka chwila w końcu nastąpiła ...
Umówmy się, powrót Taylor, obok Adele w 2015, był chyba najgłośniejszym powrotem w tej dekadzie. Swift przestała w końcu udawać i wykorzystując wszystkie złe opinie na swój temat pokazała środkowy palec całego światu. I, według mnie, to idealne posunięcie. Już sobie wyobrażałem ten mroczny, przepełniony mocną elektroniką album, który zrewolucjonizuje całą popową scenę muzyczną. Czy tak się stało? Niezupełnie.
Otwierające album "Ready for It?" jest chyba idealnym wprowadzeniem na album. Mocny bit, świetny tekst, perfekcyjne zwrotki i chwytliwy refren - kolejny hit w dyskografii Taylor. Niestety, następne w kolejce "End Game" nie jest już tak dobre. Future, o dziwo, nie wypada tak źle jak się spodziewałem, Ed Sheeran nawet nieźle wpasowuje się w klimat kawałka, ale refren jest po prostu słaby. Następne "I Did Something Bad" i "Don't Blame Me" idealnie wpasują się w temat przewodni krążka i robią naprawdę dobre wrażenie, szczególnie ten pierwszy. Typuję go na jeden z przyszłych singli, których, znając dyskografię panny Swift, będzie aż zbyt dużo (chociaż nie wiadomo czym "nowa Taylor" na zaskoczy. Może poprzestanie na trzech singlach?). O "Look What You Made Me Do" chyba mówić nie trzeba, bo każdy z nas słyszał co najmniej raz. Jedni go kochają, inni nienawidzą. Ja zaliczam się do pierwszej grupy i uważam go za jeden z najlepszych numerów w całej karierze panny Swift.
Pozytywne wrażenie robi też "So It Goes", które brzmi jak nieco ostrzejsza, elektroniczna wersja "Wildest Dreams" z poprzedniego albumu. Podobnie "Getaway Car", który spokojnie mógłby się znaleźć na "1989" i podejrzewam, że tak zaiste miało się stać. Szczególnie końcówka brzmi świetnie. Nieco gorzej jest w "Dancing with Our Hands Tied", które mimo, że brzmi nieźle, szybko wypada z głowy. Ciekawym utworem jest uwodzicielskie "Dress". Tak niegrzeczna Taylor chyba jeszcze nie była. Dla przykładu - "Cause I don't like you like a best friend
Only about this dress on you could take it off"
. Chyba niejeden mężczyzna chciałby coś takiego usłyszeć.
No dobra, to tyle pozytywów. Czas na krytykę. Pomimo wielu dobrych utworów znalazły się też zapchajdziury. Są to m.in. "Delicate", "King of My Heart" i "Call it What You Want". Jednak szczytem wszystkiego jest opublikowany jako singiel promocyjny "Gorgeous".
Album nie jest dokładnie tym, czego się spodziewałem. Nie ma na nim ani poruszających ballad ani zbyt wielu potencjalnych megaprzebojów. Widać na nim dobrze niezdecydowanie Swift pomiędzy byciem twardą, niezależną wojowniczką, walczącą z całym światem (lead singiel), byciem seksowną, dojrzałą kobietą ("Dress"), a pozostaniem w bezpiecznej strefie komfortu i utrzymaniem się w klimacie poprzedniego albumu ("Getaway Car", "This is Why We Can't Have Nice Things"). Jestem pewien, że o "Reputation" usłyszymy jeszcze nieraz, szczególnie patrząc na oszałamiające wyniki sprzedaży.


OCENA: 6,5/10
NAJLEPSZE UTWORY: "Ready for It?", "I Did Something Bad", "Look What You Made Me Do", "Getaway Car", "Dress", "This is Why We Can't Have Nice Things"
NAJGORSZE UTWORY: "Gorgeous", "Call it What You Want"
12.11.2017 05:15 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Cytowanie selektywne Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości